Oj, wcale nie tak koniecznie za granicą. Pamiętaj, że tam konkurencja jest znacznie większa. Zapotrzebowanie o niebo większe niż tutaj, świadomość społeczna też, ogólna wiedza o Chinach pewnie też. No i to sprawia, że w takich na przykład Niemczech na każdym większym uniwersytecie jest sinologia, albo przynajmniej bardzo intensywne kursy chińskiego. Którego uczy się całkiem sporo osób. Więc, jak rzekłem, konkurencja.
Pozwole sobie wlaczyc mode pod nazwa "starszy pan".
Powyzej podkreslony bardzo wazny punkt.
Ja sinologi nie konczylem i wiedze o na temat okolosinologicznej pracy tzn w rozmaitych szkolach, uczelniach czy instytutach mam w zasadzie zerowa wiec na ten temat wypowidac sie wiele nie bede. Jedyne co moge powiedziec to, ze nie jest to metoda na dobre zarobki.
Wiem, ze w mlodym wieku (pamietajcie, ze jako "starszy pan" sie wypowiadam) latwo zafascynowac sie tak egzotyczna kultura, historia i jezykiem.
I nic w tym zlego, kazdemu moze sie zdarzyc.

Zdecydowanie bardziej praktyczne podejscie do zycia to traktowanie jezyka jako narzedzia a nie jako celu.
Perspektywy dla ludzi znajacych chinski ale jednoczesnie znajacych sie na czyms na co jest praktyczne zapotrzebowanie sa duzo lepsze od tych jakie maja ludzie o szerokiej wiedzy na temat histori Chin, dawnej kultury i niuansow jezykowych.
Chiny rozwijaja sie w bardzo szybkim tempie i to stwarza mozliwosci o jakich poza tym krajem trudno marzyc. W przypadku codzoziemcow tam pracujacych (ale i dokladnie to samo odnosi sie do Chinczykow) to tempo rozwoju pozwala na robienie karier w zawrotnym tempie (zwykle ale nie zawsze z wyscigiem szczurow sie niestety kojarzacych). Tak sie jednak sklada, ze aby na ten pierwszy szczebelek wskoczyc trzeba miec do zaoferowania cos wiecej niz jezyk.