Telewizja:
CCTV podaje, ze ma ogladalnosc ok. 30%. Jako TV centralna obejmuje zasiegiem caly kraj. Dla firmy kupujacej reklame, jesli chce , by ta trafila na caly kraj, wyborem jest tylko CCTV. Proste.
TV lokalna bedzie oczywiscie bardziej popularna w regionie - w Polsce chyba nie jest inaczej - chetniej obejrze, co jadl na obiad moj burmistrz, niz co powiedzial w Warszawie jakis posel...
Ale zasieg reklamy jest inny, koszty rowniez. To sa po prostu dwa rozne swiaty, i widac to po poziomie technicznym i merytorycznym programow w CCTV i lokalnych stacjach. CCTV ksztaltuje widza, lokalna TV dopasowuje sie do jego upodoban i gustow (upraszczajac).
Konkurencja - hm, nie wiem, czy jest prawdziwa konkurencja jako walka o przetrwanie, byc albo nie byc, czy tez raczej walka o dodatkowe pieniadze. Pieniadze ktore sa najwazniejszym celem, praktycznie wszedzie tutaj.
Jesli chodzi o chinskie "rewolucyjne" seriale - 沙家浜 itp. Zwroccie uwage, ze rzadko mozna w nich zobaczyc aktorow z pierwszej linii, rzadko sa robione przez rezyserow z pierwszej polki. To samo powoduje, ze ich poziom, scenariusz, odbiegaja od dobrych chinskich produkcji. Dialogi sa sztywne i wyniosle, jakby pisane pod dyktando towarzysza w politbiura. To, ze niektorzy je lubia... Sa gusta i gusciki, sa ludzie wychowani w latach 80tych i 50tych. Tak czy inaczej zgadzam sie, ze trafiaja one do pewnych grup.
Natomiast babcie i dziadkowie, jak tylko moga i maja, wlaczaja CCTV11, tu nie mam _zadnych_ watpliwosci...

Zycie w i obok:
Jest kilka sytuacji. Sa cudzoziemcy, ktorzy mieszkaja w Chinach bez wielkiego kontaktu z Chinczykami. Ot, troche w pracy, potem zamykaja sie w 4 scianach mieszkania i koniec.
Sa tacy, ktorzy spedzaja czasu duzo - w wolnym czasie rozwijaja zainteresowania, ktore dziala z Chinczykami, poswiecaja na nie kazda wolna chwile.
Sa tacy, ktorzy wybrali sobie za partnera zyciowego skosnookiego obywatela (M/F) Chin. Ci wielkiego wyboru nie maja.
W kazdej tej sytuacji mozna zyc w i obok. Wiekszy kontakt daje wieksza wiedze. Czyzby jeszcze zmienial mentalnosc i prebarwial skore? Poza tym nasz odbior to jedna rzecz, a jak jestesmy odbierani, to cos zupelnie innego. Zycie "w" to sytuacja, gdy przestajesz byc traktowany jak dziwolag, jest ci to koncu wybaczone, i stajesz sie kims normalnym, traktowanym normalnie jak kazdy inny, czlonek spolecznosci a nie gosc. Wowczas dopiero mozna mowic o zyciu "w". Czego zreszta kazdemu zycze.