Pewnego słonecznego dnia, w czasie spaceru po pięknym Wuhanie, rzucił mi się w oczy taki oto billboard:
Przypomniało mi się jeszcze kilka rzeczy z moich rozmów z Chińczykami i takie mnie naszły refleksje.
Otóż, czy nadejdzie taki moment w Chinach, kiedy kontrola urodzeń nie będzie już potrzebna? A może wręcz przydałaby się ich stymulacja?
Plakat mówi o "równości" dziewczynek i chłopców, przekonuje, że urodzenie dziewczynki jest tak samo dobre, jak urodzenie chłopca. No cóż, jedyne co widać, to fakt, że w Chińczykach wciąż pokutuje to tradycyjne przekonanie, ale przekładające się na dzisiejsze czasy. Bo w sumie nie tak trudno je przełożyć na obecną sytuację. Choć ja widzę stopniowe zacieranie się tych różnic.
Czy nastąpi moment, kiedy Chińczycy, tak już pochłonięci robieniem pieniędzy, pracą i wszystkim co z sobą przyniósł ten nowy świat, zaczną coraz mniejszą wagę przywiązywać do rodziny? Już teraz bardzo wyraźny jest trend, kiedy młode inteligentne kobiety tuz po studiach wybierają drogę kariery, nie chcą wychodzić za mąż. Szczególnie że to już nie tak jak niegdyś. Kobietom tym wcale nie uśmiecha się poślubienie mężczyzny o statusie intelektualnym niższym niż ich samych. Nie zapomnę nigdy prostego wykresiku, jaki nam w tym temacie rysowała wykładowczyni na uniwersytecie w Wuhanie.
Ten trend kobiet samotnych sprawia, że znów coraz mniej jest ich do wzięcia, a i tak jest to już problemem.
Poza tym migracja ze wsi do miast, moda na nowoczesność, moda na szybkie i pełne wrażeń życie. No więc czy to wszystko nie sprawi, że w pewnym momencie sytuacja się odwróci i planowanie populacji stanie się zbędne? A może, mimo wszystko, Chinom to nie grozi? Jak myślicie?