Pewnie słyszeliście o Zheng Minshengu, który w ubiegłym tygodniu zasztyletował pod bramą szkoły podstawowej w Nanping ośmioro dzieci (kilkoro rannych dzieci jest jeszcze w szpitalu). Planował, jak sam twierdzi, zabić 30 uczniów - nie zdążył, gdyż go obezwładniono.
Wydarzenie oczywiście wstrząsające i tragiczne, ale i publiczna dyskusja wokół tragedii nieco dziwna (a może tylko mi się tak wydaje...).
"Xin Jing Bao" wiadomość o pewnym wydarzeniu związanym z tą sprawą (nie bezpośrednio jednak) kończy, jak to zwykle w takich wypadkach się w prasie robi, krótkim nawiązaniem-podsumowaniem do wydarzenia głównego:
Kilka dni temu chirurg Zheng Minsheng zabił 8 uczniów Eksperymentalnej Szkoły Podstawowej w Nangping z powodu swoich pretensji do społeczeństwa/niezadowolenia ze społeczeństwa (因对社会不满)Jedyne nawiązanie do zdrowia psychicznego sprawcy to lakoniczne stwierdzenie, że
nie zanotowano w jego przypadku zaburzeń psychicznych.
Szeroko cytuje się natomiast wypowiedzi Zhenga, że zrobił to ponieważ: a) jego były szef (wymieniany w mediach z nazwiska i imienia) utrudniał mu awans, b) rzuciła go dziewczyna, przez co w wieku 42 lat nadal jest kawalerem - w związku z tym postanowił zamordować 30 dzieci (i oświadczyć całemu światu, przez kogo to zrobił, żeby znienawidzono również eks-szefa i eks-dziewczynę), no ale - jak już powiedzieliśmy - nie "wyrobił się"...
Czyli w zasadzie wszystko układa się w "sensowną" całość: Zheng nie jest chory psychicznie, po prostu miał paskudnego szefa i niegodziwą, niewdzięczną dziewczynę, no i ma już 42 lata i nie jest żonaty - to przecież wystarczające powody, żeby (nie będąc chorym psychicznie) zaplanować zamordowanie 30 dzieci, tak po 10 na każdy z trzech motywów masakry.

Czy to ja mam dziś wyjątkowo zły dzień, czy to ujęcie tematu jest - jak to się mawia - "niehalo"?
PS. Media doniosły również, że rodzice, którzy oddali ciała swoich zasztyletowanych dzieci do kremacji przed sobotą (sic!), otrzymają 30 tys. juanów dodatkowego odszkodowania...