ja swego czasu na mandzurskim zadupiu spotkalem pania z Polski, z ktora mielismy bardzo dobrego wspolnego znajomego, wiec zadne przypadkowe spotkania juz mnie nie zdziwia.
Co do sinologii, to chyba u nas w kraju sinolodzy po studiach sinologicznych per se patrza czesto troche z gory na tych, ktorzy zajmuja sie Chinami od innych stron. Czy tacy sa w ogole uznawani za sinologow? Chodzi tu o te dwie kategorie sinologow a i b, tak jak ich zdefiniowano w artykule z EACSa podeslanym przez Yao. Swoja droga na zachodzie tych z kat. a jest zdecydowana mniejszosc.
Oczywiscie obie sinologie maja swoje dobre strony, ale czemu do cholery nie ma np. slownika? Choc przez kilkadziesiat lat istniala w PANie pracownia takowego slownika, etatow pare przez te kilka dekad poistnialo, no i nie ma zadnego rezultatu. To zawsze dla mnie wstyd, ze swoje slow. maja wszyscy, np. Albanczycy, Rumuni, Slowacy itp. a najwiekszy jezyk tej czesci Europy nie ma. Zreszta na tym temacie skruszylem niejedna kopie w starciach z sinologami (warszawskimi glownie) i nie znalazlem zrozumienia. Rzekomo nie ma takiej potrzeby, nie oplaca sie itp. To ciekawe, ze np. slowniki szwedzkie, tureckie, rumunskie i inne sie oplaca i leza w naszych ksiegarniach. Rezultat jest taki, ze np. w solidnej i bardzo grubej ksiazce pt. "Zhongguo yanjiu zai Ouzhou" wydanej podajze przez Beide, w ogole nie ma rozdzialu o Polsce! Jako chyba jedynym kraju europejskim (jest nawet Islandia). Lipa.