Moim zdaniem, pytanie to nie jest trudne wcale, skoro tylko znajdzie sie sposob, jak na nie odpowiedziec.
Emocjonalne reakcje na fakty przedstawione w podreczniku do historii zostawiaja w pamieci dzieci slady b. glebokie i trwalsze niz "fakty". A w okresie decydujacym dla ksztaltowania tozsamosci ucznia "kto, kiedy, dlaczego i po co" - to wszystko jest zapamietywane w oparciu o preconcieved ideas i emocje.
Dlatego idealny model skutecznej edukacji historycznej jest opisany w 1984 Orwella (tzw. mityngi nienawisci/milosci). Nawet w Polsce drazliwe tematy historyczne przedstawia sie w podobny sposob (np. niech ktos sprobuje powiedziec, ze "holocaustu" nie bylo, albo ze Pilsudski byl zbrodniarzem wojennym, ba, podajcie w watpliwosc teorie Darwina! - a potem obserwuje reakcje rozmowcow). Co dopiero w Chinach!
Co ciekawe, mam wrazenie, ze edukacja historyczna to szara strefa kultury: wyraza zbiorowa swiadomosc kulturowa narodu a ponad to ma okreslone zadania historyczne i polityczne, (czyli zawiera minimum dwie warstwy: "oczywista" i jawna). Ale o "oczywistosciach" sie nie dyskutuje, stad nikt o tym glosno nie mowi.
(Swoja droga, mysle ze edukacja szkolna jest z natury "pedofiliczna" - tzn. robi sie z dziecmi "cos" na sile i "dla ich dobra", a dzieci staraja sie to jak najszybciej zapomniec/wyprzec - taka dygresja...)
A czemu Yao Laoshi i Bolanren uwazacie, ze pytanie jest trudne i metoda niepewna? Nie nie odczuwacie potrzeby, rozumienia co chinskie dziecko/wasz chinski znajomy NAPRAWDE mysli na widok laowaia? Ja tak!