W dawnych czasach ktos w miare bystry tez tak pomyslal i w Polsce przez kilka lat mozna bylo dostac stypendium na studia w Chinach na rozmaitych kierunkach niejezykowych.
Najwiecej osob pojechalo studiowac stosunki miedzynarodowe, ale oferrowano tez stypendia od biotechnologi, przez ogrodnictwo, gornictwo, budowe maszyn (to akurat ja), tradycyjna medycyne, na malarstwie konczac.
Studiowalo sie chinski przez rok a potem studia wlasciwe juz po chinsku razem z Chinczykami.
To dawalo nie tylko znajomosc jezyka ale i danej dziedziny.
Po kilku latach program ten sie niestety skonczyl.
Bynajmniej się nie skończył. Stypendia z puli ministerialnej (czyli owe 35 miejsc rocznie przyznawanych przez BUWiWM) nadal dostaje wiele osób, które nie studiują sinologii.
Sam pomysł uważam, podobnie jak Szopen, za świetny. Eksperci z różnych dziedzin znający chiński i Chiny na pewno by się w Polsce przydali.
Diabeł tkwi, jak zwykle, w szczegółach. Znam sporo przypadków takich osób, które stypendium w Chinach potraktowało jako fajne wakacje. Po roku pobytu, a nawet dwóch, ich znajomość chińskiego była na poziomie raczej żenującym, a na pewno nie pozwalała im zajmować się swoją dziedziną w języku chińskim. Na własne oczy widziałem przypadek takiego stypendysty, który po dwóch latach w Chinach posiłkować się musiał słownikiem, żeby zamówić z karty takie "egzotyczne" potrawy jak np. 糖醋里脊 czy 铁板牛肉...
Żeby było jasne, znam też przypadki odwrotne, tj. ludzi, którzy świetnie takie pobyty wykorzystali.
Uważam, że ze względu na stosunkowo niewielką (w porównaniu do potrzeb) liczbę stypendiów należy je rozdzielać w sposób bardziej racjonalny. W dzisiejszych czasach można już chyba wymagać, aby kandydat do takiego wyjazdu miał za sobą naukę podstaw chińskiego. Możliwości nauki tego języka poza studiami sinologicznymi są obecnie już na tyle rozbudowane, że nie byłby to wymóg stanowiący rzeczywistą przeszkodę, a z pewnością przyczyniłby się do racjonalizacji systemu przyznawania stypendiów, jako że lepiej jest rozwijać w Chinach znajomość chińskiego niż się go tam uczyć od podstaw (jest to, jak sądzę, strata cennego w tym wypadku czasu).