Oba są dialektami jakiegoś bliżej nie sprecyzowanego, wyobrażonego języka chińskiego?
Dowcip polega na tym, że ostatecznie decyzja co jest dialektem a co językiem jest czysto polityczna. W praktyce rozróżnienie to nie ma wiele wspólnego z racjami językoznawczymi, a jedynie z polityką. No bo jeśli dość powszechnie mandaryński, kantoński, hakka itp. są uznawane za dialekty (choć nie wiadomo czego), to dlaczego polski, czeski, serbołużycki czy z innej beczki rumuński i portugalski są językami (choć są sobie bliższe pod wieloma względami niż 普通話 i 粵語). Oczywista odpowiedź brzmi: ze względów politycznych.
W związku z tym spory o to czy jest to dialekt czy język można odłożyć i energię tę spożytkować na bardziej pożyteczne dyskusje

Jak słusznie zwraca uwagę Ling Ling zbytnie manifestowanie przez określone kręgi różnic pomiędzy poszczególnymi dialektami/językami, nawet na poziomie terminologii, może mieć poważne konsekwencje polityczne. O to czy użytkownicy różnych języków chińskich są odrębnymi ludami stoczono niejedną batalię naukową. Polecam lekturę Dru Gladneya (Dislocating China), który poświęca temu problemowi sporo uwagi. To co dla niektórych naukowców jest odrębną grupą etniczną (bo spełnia wszelkie wymogi nauki) dla samych zainteresowanych będzie nieodłączną częścią 大漢民族. Różnica ponownie jest tu czysto polityczna i uzależniona ideologicznie. Najlepszy przykład to choćby Sun Yat-sen, Kantończyk i równocześnie zdeklarowany Han i chiński nacjonalista. Mamy tu klasyczny problem nałożenia się nowożytnych kategorii myślowych (naród, grupa etniczna itp.) na starsze formacje kulturowe, które bardziej interesują językoznawców, etnologów i im pokrewnych.
Oczywiście spory takie toczą się nie tylko w Chinach. Mamy to również na naszym podwórku.