Cóż... Qin Gang rzeczywiście nie taki straszny jak go malują, chociaż potrafi rzucić bazyliszkowym spojrzeniem, a jego ulubiona odpowiedź na niewygodne pytania brzmi: "Na to pytanie już odpowiedziałem" ;-)
Ja najbardziej jednak lubię Jiang Yu - zawsze elegancka i twarda jak Wu Yi.
Oczywiście, Chińczycy mają kompleksy, że omijają ich Nagrody Nobla. Gdyby w końcu któryś dostał, byłoby potwierdzenia rosnącej również w sferze niematerialnej i mniej wymiernej potęgi Chin. Gdyby to był jednak nobel pokojowy, to obawiam się, że by się Chinom nie za bardzo spodobał (bo przecież nie dostanie go Wen Jiabao za obściskiwanie się z Kim Jong-ilem...), literacki to też nie do końca to, co pokazuje przykład Gao Xingjiana. Jedynym realnym kandydatem w tej kategorii, z którego nagrody Chińczycy by się ucieszyli, jest chyba Mo Yan (który skądinąd zasługuje jak najbardziej). Pozostaje czekanie na nagrodę naukową, najprędzej pewnie z medycyny (badania nad komórkami macierzystymi, które w Chinach nie podlegają stosowanym na Zachodzie ograniczeniom etycznym), ewentualnie ekonomia? Lin Yifu?