Polska została w kontekście wizyty Dalajlamy kompletnie niemal zignorowana. Spotkanie z Tuskiem, honorowy doktorat UJ itp. rzeczy nie wystarczyły, żeby wykrzesać jakąkolwiek reakcję ze strony chińskiej. Dopiero spotkanie z prezydentem doczekało się (słabiutkiej) reakcji.
Wygląda niemal na to, że Polska uporczywie starała się wkurzyć Chińczyków... Nie zareagowali na spotkanie z Tuskiem, to dołożymy jeszcze prezydenta, a na dokładkę marszałków Sejmu i Senatu - czyli komplet czterech najważniejszych (konstytucyjnie) osób w państwie. No to w końcu ambasador został wezwany na dywanik, ale ostrzejszych reakcji nie ma.
Naturalnie, trzeba też zważyć fakt, że nie ma czego bojkotować... Polska nie ma ani Carrefoure'a, ani Airbusa, ani nawet technologii energetyki nuklearnej - sprzedaje do Chin raptem Wyborową i trochę miedzi. Parafrazując Komorowskiego, jaki kraj, taka reakcja...