No i mamy naśladowcę irackiego dziennikarza-miotacza butów. Rzut tym razem wyjątkowo niecelny (but wylądował chyba jednak nawet dalej niż metr od Wen Jiabao - na metr oszacowały odległość niektóre polskie media), a i reakcja tylko na Zachodzie.
Ciekawi mnie w tym kontekście kwestia, dlaczego chińskie media przemilczały szczegóły incydentu i ograniczyły się do informowania o "zakłóceniu" wykładu premiera w Cambridge... Czy fakt, że Wen stał się celem dla rzuconego buta, jest tak żenujący dla Chińczyków, czy może jednak nie chciano wzniecać fali antybrytyjskich pyskówek na blogach i forach internetowych, co - biorąc pod uwagę "kwestię francuską" - mogłoby się łatwo rozwinąć. W końcu Brytyjczykom mogliby chińscy internauci wyciągać wszystkie te dawne winy, które z lubością wytykano Francuzom - w końcu to Wielka Brytania była czołową potęgą upokarzającą Chiny w czasach schyłkowych Qingów i niejako wzorem dla wszystkich paskudnych mocarstw zachodnich.
A może to tylko kwestia tego, że w przypadku Francji Chińczykom dokuczył prezydent kraju, a w Wielkiej Brytanii zaledwie jakiś anonimowy młody człowiek "przepełniony ideałami"? Nie mówię, że Elżbieta II miałaby rzucać pantoflami w Wen Jiabao, ale nurtuje mnie kwestia, czy za spokojną reakcją Chin i ewidentnym wyciszaniem incydentu stoi tylko jego (powiedzmy sobie szczerze) błahy charakter...