nie wiem czy zgodzicie się z poglądem, że Chiny są w dalszym ciągu silnie zdecentralizowane - a lokalne elity - jeżeli są - uprawiają totalną samowolkę. Władza centralna po prostu sobie z tym nie radzi...
Pewnie tak właśnie jest, ale bliższych szczegółów dowiedzieć się można z reguły przy okazji jednego czy drugiego skandalu. Sądzę jednak, że gdyby kontrola władz centralnych nad lokalnymi była silna, nikt nie odważyłby się na takie nadużycia, jak np. urzędnicze oszustwa związane z przyznawaniem pomocy po trzęsieniu ziemi w Sichuanie.
Sądzę, że taka sytuacja jest nie do uniknięcia - władza centralna musi dawać władzom lokalnym dużą swobodę działania, bo robienie wszystkiego według szczegółowych instrukcji z góry i pod ścisłym nadzorem tejże góry paraliżowałoby rozwój kraju. Z drugiej strony brak jest struktur, które w państwach demokratycznych (tudzież państwach prawa) służą kontroli władz lokalnych: niezależnego sądownictwa, czytelnych i egzekwowalnych (z punktu widzenia obywatela) procedur podejmowania decyzji, niezależnych mediów czy lokalnych polityków opozycji. Dlatego lokalny kacyk może właściwie robić, co mu się żywnie podoba, chyba że ma pecha (prawdopodobieństwo z racji rozmiarów państwa i liczby lokalnych kacyków raczej niewielkie) i stanie się "ofiarą" uderzenia "żelaznej pięści" - działając w trybie nadzwyczajnym (lub kryzysowym) władze centralne potrafią bowiem nadal osiągnąć praktycznie wszystko, tylko że na co dzień nie da się tak działać (za duże koszty), więc na co dzień jest kot śpi, a myszy harcują (nie jest to oczywiście kot "dengowski", bo z łapaniem myszy radzi sobie kiepsko).