nie wiem, jak koncerty na kontynencie, ale pamiętam, że na jednym z bardziej znanych podówczas (jakiś 2004 chyba, nie wiem, jak teraz) festiwali rockowych na Tajwanie, ludzie poprzynosili sobie takie małe krzesełka rybackie albo makatki i siedząc tak, oglądali ze spokojem godnym widzów jasełek, jak po scenie np. miotała się naprawdę niezła japońska grupa. Po każdym utworze było bite brawo.
Trzy radośnie pląsające waiguoreny (w tym i pisząca) zostały obfotografowane jako największa zagadka i atrakcja festiwalu i ukazały się we wszystkich sprawozdaniach z festiwalu. Musiało być to niezłe diaolian w naszym wydaniu - tak zaprezentować spocone i wykrzywione atawistycznymi instynktami pozbawione kontroli jestestwa.