'No sleep til' Brooklyn' nie skojarzylem, a kawalek rzeczywiscie przeswietny...
Koncert The Roots byl jako show rewelacyjny - niezapomniane przezycie, nawet mimo kiepskiego naglosnienia.
Klip z koncertu:
Zabawne, chlopaki przyjechali na koncert takim dluuuuugim CUV marki 长城, chinski odpowiednik Hummera...
W tym tygodniu mamy festiwal jazzowy w Parku Jing'an - Incognito, Laura Fygi i inni:
http://jzfestival.com/Staram sie bywac na wiekszosci imprez jazzowo-rockowo-HH, po tym, jak przed nosem przelecial mi koncert Stonesow (czego do dzis nie moge sobie wybaczyc, chodzilem dookola hali, w ktorej grali i lzy mi sie w oczach krecily, jak slyszalem dochodzace przytlumione stamtad dzwieki "Wild Horses"...).
Na tego typu koncerty w 90% przychodza expaci, reszta to chinki, ktore czesc z nich ze soba przyprowadza...

Zreszta mam wrazenie, ze tego typu muzyka nie trafia do lokalnej publicznosci. Jak bylismy na Hancocku i Shorterze, to siedzaca obok mojej lepszej polowy chinka w polowie naprawde dobrej solowki HH zapytala moja zone, kiedy ten koncert w koncu sie konczy...
W sumie tutejsze koncerty niestety nijak sie maja do tego, co mozna zobaczyc w kraju, i pewnie bedzie coraz gorzej, szczegolnie po wyczynach Bjork w marcu (zatkalo nas, jak uslyszelismy, co wykrzykuje; sam koncert zreszta byl swietny). Ponoc przed koncertem Harry Connicka (ktory gral tydzien po Bjork, w tej samej sali zreszta) Ministerstwo Kultury i Oswiaty wykreslilo mu z listy co ostrzejsze kawalki - jakby on cos ostrego w ogole gral... Nam sie podobal, ale ponoc jego wystepy poza Chinami sa znacznie bardziej zywiolowe.
Lokalna publicznosci na tego typu koncertach nie jest zywiolowa, koncert sie konczy, artysci sie klaniaja, a chinczycy juz sie tlocza do wyjscia... Wyjatkiem byl Linkin' Park - bylo goraco, ale tam byla mlodziez szkolna, jeszcze bez hamulcow, a moze juz inaczej wychowana...
Zabawne, wlasnie rzucilem okiem do TV, a tam rozmowa z niejakim DJ Gary, zwyciezca turnieju DMC China... Ide posluchac.