Autor Wątek: Przyjaźń Chińsko-Japońska...  (Przeczytany 2115 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline YLK

  • Mędrzec
  • ***
  • Dołączył: 16 Sie 2008
  • Wiadomości: 387
    • Chiny z Bardzo Bliska
Odp: Przyjazn Chinsko-Japonska...
« Odpowiedź #15 dnia: 22 Sie 2008, 04:44 »
Przed chwila pisana w pocie czola dluga odpowiedz zostala zjedzona przez cyberprzestrzen - czas zalogowania minal i wszystko przepadlo. Nie chce mi sie juz jej pisac od nowa.

Tylko kilka punktow:

1.Japonscy piraci najezdzali chinskie wybrzeza do tego stopnia, ze zostala przeciw nim wyslana regularna armia; tak czy inaczej to im popularnosci nie przydalo.
2.Wang Jingwei nie lubil komunistow ("nie moga byc prawdziwymi patriotami ani nacjonalistami) tak jak Jiang, ale dzielilo ich obu wspozawodnictwo o wladze.
3.Wang wrocil z wygnania nan poczatku lat 30tych i piastowal wysokie stanowiska w rzadzie KMT az do 1938. Wowczas jego drogi z Jiangiem rozeszly sie definitywnie.
4.W 1940 Wang, przy poparciu japonczykow, staje na czele wlasnego rzadu - w koncu spelniaja sie jego ambicje, ma w reku najwyzsza wladze, na swoje pokretny sposob "wygrywa" rywalizacje z Jiangiem.
5.Wang ma szczescie umrzec przed koncem wojny, ani KMT and komunisci by mu nie odpuscili tego, co zrobil.

Byc moze Wangowi przyswiecaly gornolotne cele obrony Azji przed zachodnim imperializmem i widzial w Japonii jedynego wybawiciela. Byc moze chcial polaczyc przyjemne (sprawowanie wladzy) z pozytecznym (walka z zachodnimi wplywami). Byc moze. W kazdym razie do dzis jest symbolem sprzedawczyka i zdrajcy.

Motywy dzialania nawet najbardziej skomplikowanych i zlozonych postaci ze swiata polityki zwykle mozna sprowadzic do wspolnego mianownika - 名 i 利. Jak to mowia - jak nie wiadomo, o co chodzi, to na pewno o pieniadze...

A Chinczycy z Dalu japonczykow nie lubia, i nawet jesli nie lubia rowniez innych nacji (znany nam wszystkim przyklad demonstracji po bombardowaniu ambasady Chin w Belgradzie przez USA), to niechec do Japonczykow jest gleboka i powszechna. I ma swoje historyczne uzasadnienie. Moralne rowiez. I ta piosenka jest tego ilustracja.

Mnie w kazdym razie sie podoba i nie bulwersuje.

Offline Wlodek

  • Mędrzec
  • ***
  • Dołączył: 25 Lip 2008
  • Wiadomości: 278
  • Skąd: 罗兹
  • China is a civilization pretending to be a state
Odp: Przyjazn Chinsko-Japonska...
« Odpowiedź #16 dnia: 22 Sie 2008, 10:44 »
Odnosnie piratow na poczatek, to jak napisalem wczesniej - nie wydaje mi sie by mozna bylo to podciagac pod jakis fundamentalny konflikt miedzy krajami. Dzis tez regularne armie zwalczaja piratow (vide US Navy i wiele innych flot scigajacych somalijskich bukanierow na Zatoce Adenskiej). Wszystko zalezy od stopnia zagrozenia i bezczelnosci morskich bandytow. Tak wiec akurat sprawy wokou nie traktowalbym jako szczegolnie istotnej z punktu widzenia wspolczesnych stosunkow chinsko-japonskich, tym bardziej, ze wielu z nich bylo Chinczykami. To raczej nowozytne interpretacje historykow nadaly rajdom wokou wymiar konfliktu miedzy Chinami i Japonia.

Co do Wanga (ktorego kariere w l. 30. stresciles), problem polega na tym, ze stal w opozycji do dwoch wielkich zwyciezcow chinskiej polityki; Jianga i komunistow (oczywiscie Jiang jako zwyciezca na tym etapie). Jego motywy sa slabo znane, a dla obu obozow jest faktycznie chinskim Quislingiem (choc ze wzgledu na wczesniejsze zaslugi porownalbym go do Benedicta Arnolda). Tragedia wyboru Wanga polegala moim zdaniem na rozbieznosci miedzy jego nadziejami i zludzeniami co do Japonczykow, a faktycznymi zamiarami tych ostatnich, ktorych szowinizm, nacjonalizm i fanatyzm doporowadzily do tego do czego doprowadzily. Trzeba pamietac, ze w latach 37-40 nie widac bylo raczej nadziei na pokonanie Japonii - wojna w Europie jeszcze sie nie zaczela, USA probowaly porozumiec sie z Tokio, ZSRR zawarl pakt o nieagresji. Mysle, ze Wanga mozna porownac w pewnym sensie do kolaborantow zydowskich w gettach okupwanej Europy. Wspolpracujac z "diablem" ludzili sie, ze uda im sie cos uratowac. Oczywiscie postawy takich postaci niemal zawsze w pozniejszej ocenie "niezlomnych" sa postrzegane negatywnie. Nie przecze, ze ambicje polityczne i osobiste tez byly jednym z czynnikow.
W kazdym razie temat na pewno wart blizszego zainteresowania.

Piosenka nie tyle mnie bulwersuje co smuci, bo pokazuje, ze wzajemna nienawisc ma sie dobrze takze w Azji wschodniej, i jest pielegnowana rowniez przez mlodych, niezaleznych. Nie rokuje to moim zdaniem niczego dobrego na przyszlosc.
Quand la Chine s'éveillera - le monde tremblera
Napoleon Bonaparte

Offline YLK

  • Mędrzec
  • ***
  • Dołączył: 16 Sie 2008
  • Wiadomości: 387
    • Chiny z Bardzo Bliska
Odp: Przyjazn Chinsko-Japonska...
« Odpowiedź #17 dnia: 23 Sie 2008, 07:30 »
Interesujace porownania, rzeczywiscie Wanga mozna umiescic w szeregu innych postaci uznawanych za synonimy zdrady, mimo, iz swego czasu czesto zasluzyli siew taki czy inny sposob dla swojego kraju.

Byc moze szukanie zrodel niecheci do Japonczykow w najazdach piratow jest grzebaniem w zbyt dalekiej przeszlosci - niemniej te wydarzenia pokazuja, ze stosunki miedzy obu narodami juz od wiekow dalekie byly od idealnych. Z pewnoscia dramatyczne wydarzenia z czasow wojny 1937-1945 - a przede wszystkim japonskie okrucienstwo wobec cywilnej ludnosci - sa ich najbardziej bezposrednia przyczyna.

Nienawisc ma sie dobrze na calym swiecie, i pewnie zawsze bedzie towarzyszyla ludzkosci. Nie powinna dziwic jej obecnosc w Azji Wschodniej, w ktorej dzieci nie sa wychowywane w duchu milosci blizniego, a zemsta tradycyjnie uznawana byla za obowiazek i cnote.

Offline szopen

  • Sędzia
  • **
  • Dołączył: 25 Lip 2008
  • Wiadomości: 124
  • Skąd: Adelaide
Odp: Przyjazn Chinsko-Japonska...
« Odpowiedź #18 dnia: 27 Sie 2008, 05:48 »
Nienawisc ma sie dobrze na calym swiecie, i pewnie zawsze bedzie towarzyszyla ludzkosci. Nie powinna dziwic jej obecnosc w Azji Wschodniej, w ktorej dzieci nie sa wychowywane w duchu milosci blizniego, a zemsta tradycyjnie uznawana byla za obowiazek i cnote.


Z mojego punktu widzenia to szok i straty w ludziach ktore spowodowaly dwie wojny swiatowe nauczyly Europe, ze jazda na nacjonalizmie i podsycaniu nienawisci miedzy narodami konczy sie bardzo zle. Dodac do tego Niemcy podzielone miedzy przeciwne strony zimnej wojny i rezultatem jest od dziesiatkow lat wychowywanie spoleczenstwa bez owego nacjonalizmu.

Reszta swiata owej lekcji nie otrzymala i stare dobre metody sa dalej w uzyciu.

 


SinoForum

Strona wygenerowana w 0.064 sekund z 19 zapytaniami.