Witam ponownie! To w zasadzie nie było od razu po powrocie. Minęły już chyba 3 tygodnie, a moje odczucia są podobne. Sam ostatnio broniłem Chińczyków na forum o turystyce. Ale uświadomiłem sobie, że się czepiam i bronię ich bez powodu, tak dla zasady. No bo jak bronić Azjatów, jeśli ktoś pisze (cytat polskiego turysty po powrocie z kraju środka):
Nawet ladne te Chiny, natomiast Chinczycy masakra. Nigdzie nie widzialem
takich ludzi - non stop charkanie, plucie, palenie, bekanie, pierdzenie,
szczanie na ulicy. Do tego za czesto sie nie myja, a zebow to chyba w
ogole nie myja patrzac na ich czarny kolor i powalajacy oddech ;-).
Dotyczy tez mlodych dziewczyn ;-)
Brzmi rasistowsko, można się obrazić, ale jest w tym trochę prawdy. Ja oczywiście wdałem się w dyskusję i pisałem, że to nieprawda, że zależy kto, gdzie, że ogólnie jest fajnie. Ale nie jest aż tak fajnie. Uwierzcie mi patrzę na to z perespektywy, mieszkam tu już dosyć długo, bywałem w przeróżnych miastach i miasteczkach. Wychowałem się w przyzwoitych warunkach, od małego starałem się być dżentelmenem, szanowałem starszych i kobiety, ale tutaj tego po prostu nie ma. Jest za to codzienne chamstwo. Przepychanie w autobusach i metrze, wydzieranie się przez telefon, głośne dyskusje w restauracjach, korzystanie z komórek w kinach. Dwa lata temu w pociągu prawie zostałem osrany przez dziecko, przy wysiadaniu rodzice założyli mu pieluchę, ale 14 godzin dziecko sikało i srało na podłogę przed moimi stopami. Co z nimi jest nie tak? To chamsto widać też w ruchu ulicznym, kierowcy mają taką domenę "Mam samochód, wy chamy, wy prostaki, wypier... z drogi, bo jadę, kto ma rower albo idzie pieszo jest dla mnie śmieciem, którego mogę po prostu zabić bez mrugnięcia okiem". Nie macie takiego wrażnia, że u nich dominuje chamstwo i brak obycia w życiu codziennym?
Chodzi mi o to, że Chińczycy mają wiele do czynienia z zagranicą. Biznes, turystyka... w Polsce tego nie ma na wielką skalę. Nikt nie powie mi, że kelnerka w Suwałkach musi mówić w trzech językach. Ale na przykład w Ningbo czy Yiwu wypadałoby znać trochę angielski, bo sporo tam biznesmenów. Poza tym ile oni mają materiałów do nauki? Półki w księgarniach się uginają: sezony Friends z napisami jak w karaoke, wywiady, muzyka z tłumaczeniem, słuchowiska, mp3, mp4, jakieś specjalne odtwarzacze, tłumacze...
Ja mówię trochę po chińsku i jakoś mi to szczególnie nie przeszkadza. Wiem, że to obcokrajowcy powinni uczyć się danego języka, ale patrząc na skalę biznesu w tym kraju, turystykę itp. Wypadałoby się poduczyć trochę języków obcych. No chyba, że im nie zależy? Teraz w Shenzhen szkoły językowe przechodzą odrodzenie, wszędzie reklamy, pytanie tylko jak oni ich uczą w tych szkołach? To że ktoś ma Australijski, czy Kanadyjski paszport nie oznacza, że jest od razu nauczycielem z powołania.