Krępowanie stóp porównałbym raczej nie do dzisiejszych zabiegów, o których wspomniałaś, a do, na przykład, gorsetu sprzed kilku wieków. Anoreksja, bulimia i wszelkie inne dzisiejsze zabiegi różnią się od tych chińskich i dawniejszych choćby dlatego, że, hm...., są bardziej naturalne? Nikt tu nie ingeruje już aż tak bardzo agresywnie i boleśnie w swoje ciało. No chyba że operacjami plastycznymi, ale to inna sprawa. A gorset nie dość, że był bolesny, to jeszcze utrudniał oddychanie, jedzenie, ba!, właściwie wszystko z poruszaniem się włącznie.
Ale wiecie, w wielu starożytnych kulturach obserwuje się zjawiska w rodzaju krępowania stóp. Taki to już chyba człowiek był, że musiał coś ze swym ciałem wciąż robić. Co prawda nie zawsze były to zabiegi upiększające, jak w Chinach, a rytualne. Choć czy upodobnienie się do domniemanego bóstwa nie powinno być nazwane "upiększającym"? Tak czynili na przykład Indianie Ameryki Południowej, nie pamiętam jednak czy Majowie czy Aztekowie, a konkretnie już niemowlętom krępowano głowy, aby ich czaszki nieco się wydłużyły.
A co do aranżowanych małżeństw - stopy jak stopy, to seksualny fetysz, ale ważniejszy był chyba jednak "potencjał rozrodczy", że się tak wyrażę, i ogólna postura mogąca świadczyć o tym, że kobieta urodzi silnego i zdrowego chłopca, a nie jakieś ledwie żywe chuchro, przy narodzinach którego sama zejdzie.