Czy pamietacie filmy chińskie, których nie zrozumieliście? I czego konkretnie nie zrozumieliście? Czy pamiętacie jakieś niezrozumiałe sceny?
Ja za pierwszym razem nie zrozumiałem fabuły "Domu Latających...", bo pogubiłem się w intrydze i mieszaniu konwencji realistycznej i teatralnej. Tam trzeba było myśleć niejako od tyłu (wracać pamięcią do poprzednich scen i reinterpretować je w świetle nowych wydarzeń) - nie dałem rady.
W HERO miałem problem z odróżnieniem żeńskich postaci. Było to na pierwszym roku sinologii. Wyszło na jaw, że odróżniam je po kolorach strojów, a tam kolory się zmmieniały... no i klops.
Nie zrozumiałem fabuły "Yeyan", bo w ogóle jest dziwny, jakiś poszatkowany. "Tianxia wuzei" podobnie. O ile w komediach Feng Xiaoganga taki podział na scenki (bo tradycja xiju i kina komercyjnego lat 20-tych, blablabla - magisterkę o tym piszę...) się ogląda z przyjemnością, to tutaj nie tylko drażni, ale widocznie przeszkadza w odbiorze.
Nie rozumiałem filmów Jia Zhangke, dopóki nie zobaczyłem Chin na własne oczy - od tej pory jest moim IDOLEM.