Dzięki za odpowiedź. Traciłem już nadzieję
Chińskiego zacząłem się uczyć na dodatkowym lektoracie na studiach dawno temu i wtedy już zainteresowałem się problemem tych tzw. dialektów. Otóż termin dialekt wyniesiony ze studiów polonistycznych nijak mi się miał do powszechnie stosowanego terminu dialekt do nazywania poszczególnych języków chińskich. Poszedłem sobie najpierw na skróty i pomyślałem: "totalitarnemu państwu zależy na utrzymaniu spójności i homogeniczności (nawet jeśli są one fikcją) i dlatego obniża rangę języków innych niż mandaryński". Do tego doszła ignorancja ludzi Zachodu, dla których "wszystkie żółtki* to to samo" i mamy gotowy termin - język chiński, który na dobrą sprawę nie wiadomo, co nazywa.
Podobne rzeczy dzieją się na całym świecie - język kaszubski, będąc ewidentnie odrębnym językiem został uznany swego czasu za dialekt języka polskiego, aby podkreślić polskość Pomorza. Wszyscy językoznawcy świata zajmujący się tematem twierdzą, że to bzdura, a na polonistykach nadal uczy się studentów o 5 dialektach języka polskiego, włączając w to kaszubski.
Na tym można by poprzestać, ale pojawia się ta kwestia wspólnego pisma, które komplikuje sprawę. Z jednej strony wszelkie kryteria językoznawcze każą uznać poszczególne "dialekty" za odrębne języki, ale z drugiej strony, co to za odrębne języki, których użytkownicy mogą bez problemu porozumiewać się na piśmie, nawet jeśli znają wyłącznie swój język ojczysty. To nasuwa mi myśl, że "język chiński" to jakaś zupełnie inna kategoria niż te z europejskiego repertuaru pojęć (język, dialekt, rodzina językowa, liga językowa itp.).
Ciekawe to - lubię Azję za tę jej inność i nieprzystawalność do zachodniego sposobu myślenia

* Określenie "żółtki" proszę uznać za pieszczotliwe. Niech mnie prąd z klawiatury kopnie, jeśli miałbym go użyć z zamiarem obrażenia kogokolwiek, a zwłaszcza Azjatów, których uwielbiam.