Reality chceck II.
Chodzi właśnie o to, że większość sobie NIE poradzi. Przeciętny cudzoziemiec dobrze znający dany język ma lepsze predyspozycje do nauczania tego języka niż przeciętny rodzimy użytkownik. Dlaczego? Otóż cudzoziemiec z natury widzi ten język z takiej samej perspektywy jak uczeń, łatwiej mu zidentyfikować problemy ucznia, trudności i wyjaśnić dlaczego "tak się mówi" w sposób bardziej przejrzysty niż stwierdzenie "no bo tak się mówi".
Dalej sie mojej wersji bede trzymal, wiekszosc sobie poradzi, kwestia motywacji.
Sprawa w sumie prosta do udowodnienia.
Kto uczy najwieksza grupe uczacych sie chinskiego?
Rodzice chinskich dzieci.
Dzieci ucza sie jezyka niekoniecznie zaglebiajac sie w kwestie dlaczego, akceptujac fakt "no bo tak sie mowi" a efekty sa widoczne.
Ja nauczałem w swojej karierze dydaktycznej czterech różnych języków, w tym polskiego (który oczywiście jest moim językiem ojczystym). Nauczanie tego ostatniego było zdecydowanie najtrudniejsze i nie sądzę, żebym sobie z tym w ogóle poradził, gdyby nie dysponował doświadczeniem i wiedzą wyniesionymi z mojej wcześniejszej pracy jako nauczyciel języków.
A moze to dlatego, ze jakby nie patrzac jezyk polski jest niesamowicie skomplikowany, z bardzo rozbudowana gramatyka, mnostwem regol i wyjatkow?
Nauczanie to zawód i - jak każdy - wymaga specyficznych kwalifikacji, z których znajomość nauczanej materii jest oczywiście kluczowa, ale nie jedyna.
Poniewaz ja sie z rodziny nauczycielskiej wywodze to zdaje sobie sprawe, ze zawod ten wymaga nie tylko znajomosci tematu ale i kwalifikacji, plus pasji i naturalnego talentu.
W wiekszosci przypadkow.
W przypadku jezykow to moim zdaniem zycie jest najlepszym nauczycielem.
Zycie w sytuacji kiedy nauka jezyka jest zyciowa koniecznoscia.
No bo jak wytlumaczyc swietna znajomosc jezyka chinskiego ludzi, ktorych rzucilo na kilka lat gdzies w Chinach "daleko od szosy", bez codziennego kontaktu z innymi cudzoziemcami?
Pamietajac, ze internet tak dzisiaj oczywisty to jednak 15 lat temu nie istnial.
Naprawde nie.