Autor Wątek: Nieszczęsne tony...  (Przeczytany 2121 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline kodzio

  • Chłop
  • Dołączył: 23 Lip 2008
  • Wiadomości: 2
Nieszczęsne tony...
« dnia: 4 Sie 2008, 20:29 »
Chiński jest językiem tonalnym i fakt ten nie jest nowością zapewne dla nikogo na tym Forum. Problem z tonami polega na tym, że nie wiadomo właściwie, jak się ich uczyć i czy przeciętny cudzoziemiec z Europy jest w stanie ich się nauczyć w ogóle...Kieruję to pytanie do sinologów z doświadczeniem: ile czasu i wysiłku zabrało Wam nauczenie się wymawiania tonów do takiego poziomu, żeby rozumieli Was Chińczycy i vice versa? Jak to w ogóle możliwe, że tony nie znikają w śpiewie, krzyku i mowie potocznej? No, bo chyba nie znikają...znikałoby też znaczenie, prawda?
EDIT: Chiński to pewne uproszczenie, chodzi mi ściślej o wariant mandaryński, bo z kantońskim chyba mniej ludzi miało do czynienia. Jeżeli chodzi o mnie, to ja (chyba) środkowego i przedostatniego tonu po kantońsku w ogóle nie potrafię rozróżnić :P.

Offline fluor

  • Chłop
  • Dołączył: 4 Sie 2008
  • Wiadomości: 3
Odp: Nieszczęsne tony...
« Odpowiedź #1 dnia: 4 Sie 2008, 23:40 »
Jako teoretyk, i w zasadzie kompletny lajek chętnie odpowiem:
1. Nie ucz się tonów "oddzielnie". Prawidłowa wymowa przyjdzie sama (albo nie), w miarę postępów w nauce. W praktyce zdecydowana większość europejczyków nie wymawia prawidłowo tonów w zdaniach, niemniej Chińczycy jakoś odczytują sens z kontekstu.
2. Istotnie, zwykle w śpiewie tony ulegają zmianie, dlatego teksty piosenek są tak napisane żeby to zbytnio nie przeszkadzało. Podobno na Tajwanie dba się jednak (czasem) o dopasowanie melodii do tonów tekstu.

Offline homikus

  • Cesarz
  • ******
  • Dołączył: 21 Lip 2008
  • Wiadomości: 468
  • Skąd: Warszawa
  • 赵主席万岁!
    • homikus
Odp: Nieszczęsne tony...
« Odpowiedź #2 dnia: 7 Sie 2008, 17:17 »
fluor ma rację w tym, że Chińczycy, mimo bardzo częstego braku tonalności w chińskim w wydaniu Europejczyka, albo wręcz kompletnego mętliku i zamieszania, najczęściej z kontekstu potrafią wywnioskować sens wypowiedzi. Raz lepiej, raz gorzej, ale da się.

Faktycznie, tonów nie można uczyć się osobno. Po wstępnym poznaniu zasad i brzmienia po prostu trzeba ćwiczyć i ćwiczyć pod okiem kompetentnego instruktora i w pewnym momencie zorientujesz się, że właściwie mówisz już odruchowo w tonach. Albo że nie mówisz w ogóle. Cóż, trzeba dużo słuchać, czytać na głos, rozmawiać.

Jednak nic nie gwarantuje sukcesu. Znam ludzi, którzy mimo wielu lat nauki chińskiego za nimi nie potrafią rozróżnić tonów, usłyszeć ich, a co dopiero poprawnie się nimi posługiwać. Prawdą chyba jest to, że potrzebny tutaj choć szczątkowy słuch muzyczny. Tak mi się zdaje. Szczególnie, że z tego co widzę, ludziom z muzycznym wykształceniem faktycznie łatwiej przychodzi posługiwanie się tonami i robią to znacznie poprawniej.
Towarzysze! Trzeba siać, siać, siać! Propagujcie SinoForum:
Promocja SinoForum

                 

Offline Wujek Fido

  • Chłop
  • Dołączył: 12 Sie 2008
  • Wiadomości: 15
Odp: Nieszczęsne tony...
« Odpowiedź #3 dnia: 19 Sie 2008, 15:44 »
Metodą "na skróty" jest uczenie się całych fraz/zdań wraz z ich melodią (intonacją, czy akcentem zdaniowym, jak zwał tak zwał) - tony na bok. To raczej nie nadaje się na podstawową metodę dla poważnych studiów językowych, ale dla dorywczej nauki niezbędnych fraz może sie przydać. A może nie, sam już nie wiem dlaczego czasem mnie rozumieją a czasem nie, choć alkohol znacząco poprawia wymowę tonów.

Offline Marcin

  • Chłop
  • Dołączył: 22 Sie 2008
  • Wiadomości: 4
  • Skąd: Szczecin
Odp: Nieszczęsne tony...
« Odpowiedź #4 dnia: 22 Sie 2008, 17:38 »
Witam...no tony mnie załamały, postanowiłem się uczyć języka sam, kupiłem samouczek(książka+2CD), i jak jeszcze lektor wymawia te tony to ja je jeszcze rozpoznaje - chociaż ten opadająco-wznoszący to dla mnie makabra.
Fajna rada, żeby jednak na początku na tony nie zwracać zbyt wielkiej uwagi :) Dzięki temu wiara mi powróciła :) I po 2 miesiącach jednak spróbuje raz jeszcze

Offline ximinez

  • 救国大夫
  • *****
  • Dołączył: 22 Lip 2008
  • Wiadomości: 306
  • Skąd: Warszawa
  • ugabuga!
    • Tłumacz polsko-chiński
Odp: Nieszczęsne tony...
« Odpowiedź #5 dnia: 22 Sie 2008, 20:57 »
Nie zawracanie sobie głowy tonami w chińskim to jak nie zawracanie sobie głowy końcówkami fleksyjnymi w polskim. Jak się źle nauczysz, to potem trudno będzie Ci nadrobić.

Offline Marcin

  • Chłop
  • Dołączył: 22 Sie 2008
  • Wiadomości: 4
  • Skąd: Szczecin
Odp: Nieszczęsne tony...
« Odpowiedź #6 dnia: 22 Sie 2008, 22:04 »
No masz racje...sęk w tym, że nie wiem czy w Szczecinie są kursy jakieś prowadzone, żeby chociaż te "tony" obwąchać

Offline Niltinco

  • Sędzia
  • **
  • Dołączył: 23 Lip 2008
  • Wiadomości: 150
  • Skąd: Olkusz
Odp: Nieszczęsne tony...
« Odpowiedź #7 dnia: 22 Sie 2008, 22:36 »
Wychodzę z założenia, że jeśli nie ma możliwości znalezienia sobie nauczyciela to lepiej w ogóle się nie uczyć języków niż uczyć się ich po łebkach i źle.
"Arguing over internet is like a special olympics, even if you win, you're still retarded."

Offline Camillvs

  • Mędrzec
  • ***
  • Dołączył: 29 Lip 2008
  • Wiadomości: 293
  • Skąd: Prusy
Odp: Nieszczęsne tony...
« Odpowiedź #8 dnia: 23 Sie 2008, 21:32 »
No masz racje...sęk w tym, że nie wiem czy w Szczecinie są kursy jakieś prowadzone, żeby chociaż te "tony" obwąchać


Pewnie jest w Szczecinie jakiś prawdziwie chiński punkt gastronomiczny, albo i kilka (w Gdyni jest ich o dziwo, moim zdaniem, więcej niż w Warszawie, gdzie królują Wietnamczycy), więc można zagadać z prowadzącymi taką barówę Chińczykami, a pewnie znajdzie się jakiś chętny, albo chętna córka właściciela ;) do pomocy w nauce języka :D

Offline Niltinco

  • Sędzia
  • **
  • Dołączył: 23 Lip 2008
  • Wiadomości: 150
  • Skąd: Olkusz
Odp: Nieszczęsne tony...
« Odpowiedź #9 dnia: 24 Sie 2008, 11:00 »
Podejrzewam, ze koledze nie chodziło o byle Chińczyka tylko kogoś kto faktyczni mógłby go tego chińskiego nauczyć. Biorąc pierwszego lepszego native’a to tak jakby jakiś cudzoziemiec chciał się uczyć polskiego od chłopa oderwanego od pługa. Wiadomo jaki będzie efekt i jakiego języka by się taki ktoś nauczył o ile czegokolwiek by się nauczył ;).
"Arguing over internet is like a special olympics, even if you win, you're still retarded."

Offline szopen

  • Sędzia
  • **
  • Dołączył: 25 Lip 2008
  • Wiadomości: 124
  • Skąd: Adelaide
Odp: Nieszczęsne tony...
« Odpowiedź #10 dnia: 24 Sie 2008, 23:51 »
Podejrzewam, ze koledze nie chodziło o byle Chińczyka tylko kogoś kto faktyczni mógłby go tego chińskiego nauczyć. Biorąc pierwszego lepszego native’a to tak jakby jakiś cudzoziemiec chciał się uczyć polskiego od chłopa oderwanego od pługa. Wiadomo jaki będzie efekt i jakiego języka by się taki ktoś nauczył o ile czegokolwiek by się nauczył ;).


Byc moze nauczylby sie prawdziwego, zywego jezyka, ktory z sienkiewiczowska polszczyzna niewiele ma wspolnego ale za to pozwala sie bez wiekszych problemow porozumiec z ludzmi owego zywego jezyka uzywajacymi.

Lat temu wiele w Dali podrozujac z kilkoma innymi polskimi studentami spotkalismy Stasie z USA, dziewczyna z ktoregos juz tam pokolenia emigrantow z Polski, mowila wlasnie ta sienkiewiczowska polszczyzna.
I nie byla w stanie nas zrozumiec.

I dokladnie tak samo jest w przypadku jezyka chinskiego.
Wiele razy spotkalem ludzi, ktorzy po wielu latach nauki jezyka za granica, pomimo swietnej wymowy i dyplomu z jezyka nie byli w stanie sie na miejscu dogadac w normalnych zyciowych sytuacjach.


Offline Niltinco

  • Sędzia
  • **
  • Dołączył: 23 Lip 2008
  • Wiadomości: 150
  • Skąd: Olkusz
Odp: Nieszczęsne tony...
« Odpowiedź #11 dnia: 26 Sie 2008, 19:11 »
Myślę, że taki Chińczyk z prowincji o ile potrafiłby nauczyć języka (bo jednak nie każdy to potrafi) to nauczył by "wiejskiego" chińskiego, którym też nie wszędzie się dogadasz i nawet nie wiadomo czy będzie to jest mandaryński z naleciałościami ze wsi czy jakiś odmienny dialekt z rodzinnych stron "nauczyciela" ;).
"Arguing over internet is like a special olympics, even if you win, you're still retarded."

Offline Yao laoshi

  • Mędrzec
  • ***
  • Dołączył: 24 Lip 2008
  • Wiadomości: 437
  • Skąd: Beijing
Odp: Nieszczęsne tony...
« Odpowiedź #12 dnia: 26 Sie 2008, 22:36 »
Uważam, że pomysł uczenia się chińskiego (czy jakiegokolwiek innego języka) od podstaw od rodzimego użytkownika bez należytego przygotowania do nauczania jest mocno chybiony. Jak się już coś tam umie, można z Chińczykiem pokonwersować i poprawić sobie w ten sposób kompetencje komunikacyjne. Przekonanie, że każdy rodzimy użytkownik może nas nauczyć swojego języka jest mitem - nie ma niczego trudniejszego niż nauczanie własnego języka.
"Tut das Unnütze"

Günter Eich (1907-1972) - niemiecki poeta, z wykształcenia sinolog

Offline szopen

  • Sędzia
  • **
  • Dołączył: 25 Lip 2008
  • Wiadomości: 124
  • Skąd: Adelaide
Odp: Nieszczęsne tony...
« Odpowiedź #13 dnia: 27 Sie 2008, 00:04 »
Myślę, że taki Chińczyk z prowincji o ile potrafiłby nauczyć języka (bo jednak nie każdy to potrafi) to nauczył by "wiejskiego" chińskiego, którym też nie wszędzie się dogadasz i nawet nie wiadomo czy będzie to jest mandaryński z naleciałościami ze wsi czy jakiś odmienny dialekt z rodzinnych stron "nauczyciela" ;).


Reality check.
Teoria a praktyka.

Jezyk mowiony w Chinach zmienia sie (czasem drastycznie) co kilkadziesiat kilometrow a kraj jest to rozlegly. Tak wiec w zasadzie kazdy Chinczyk bedzie mowil swoim dialektem, ze swoimi nalecialosciami.
Kazde duze miasto ma swoj odrebny jezyk (roznica pomiedzy Pekin i Tianjin jest bardzo duza pomimo 120km dystansu).
Jezyk powszechny w Pekinie zdecydowanie rozni sie od "mandarysnkiego" jaki jest uzywany przez ludzi czytajacych wiadomosci na CCTV1.
Jedyne miejsce gdzie spotkalem sie z owa czysta wersja "mandarynskiego" to szczere zadupia w Mongoli wewnetrznej w okolicach Manzhouli czy Arguna a to tak gleboka prowincja, ze restauracje sa wedrowne (przerobiony na knajpe autobus, ktory traktor ciagnie od wsi do wsi).

Faktycznie nie kazdy native speaker bedzie dobrym nauczycielem jezyka.
Wiekszosc jednak sobie dobrze poradzi.
 

Offline Yao laoshi

  • Mędrzec
  • ***
  • Dołączył: 24 Lip 2008
  • Wiadomości: 437
  • Skąd: Beijing
Odp: Nieszczęsne tony...
« Odpowiedź #14 dnia: 27 Sie 2008, 10:35 »

Reality check.
Teoria a praktyka.

Faktycznie nie kazdy native speaker bedzie dobrym nauczycielem jezyka.
Wiekszosc jednak sobie dobrze poradzi.
 


Reality chceck II.

Chodzi właśnie o to, że większość sobie NIE poradzi. Przeciętny cudzoziemiec dobrze znający dany język ma lepsze predyspozycje do nauczania tego języka niż przeciętny rodzimy użytkownik. Dlaczego? Otóż cudzoziemiec z natury widzi ten język z takiej samej perspektywy jak uczeń, łatwiej mu zidentyfikować problemy ucznia, trudności i wyjaśnić dlaczego "tak się mówi" w sposób bardziej przejrzysty niż stwierdzenie "no bo tak się mówi".

Ja nauczałem w swojej karierze dydaktycznej czterech różnych języków, w tym polskiego (który oczywiście jest moim językiem ojczystym). Nauczanie tego ostatniego było zdecydowanie najtrudniejsze i nie sądzę, żebym sobie z tym w ogóle poradził, gdyby nie dysponował doświadczeniem i wiedzą wyniesionymi z mojej wcześniejszej pracy jako nauczyciel języków.

Nauczanie to zawód i - jak każdy - wymaga specyficznych kwalifikacji, z których znajomość nauczanej materii jest oczywiście kluczowa, ale nie jedyna.
"Tut das Unnütze"

Günter Eich (1907-1972) - niemiecki poeta, z wykształcenia sinolog

 


SinoForum

Strona wygenerowana w 0.46 sekund z 21 zapytaniami.