Kulawy paradygmat. Ja patrząc na niektóre wypowiedzi (np. tę odpowiedź na Twój tekst) mam wrażenie, że nic się nie da zmienić, bo tu nie tyle chodzi o Chiny, nie wiem nawet, czy głównie chodzi o Tybet (ten tekst i wiele jemu podobnych, delikatnie mówiąc nie zdradza zbyt wielkiego zrozumienia wartości buddyjskich ani wyrozumienia dla sytuacji Tybetu). Chiny to nie tyle Chiny, ale i idealny i bardzo potrzebny w Polsce chłopiec do bicia (daleki, wiadomo, że raczej nie odpowie, przynajmniej nie tak jak Rosja, no i "uosabia" wszystko z czym Polska się bohatersko rozprawiła - komunizm, totalitaryzm, ucisk małych bohaterskich narodów, no i oczywiście nazizm).
Przypomniało mi się ubiegłoroczne spotkanie z Dalajlamą na Torwarze. Dalajlama przez 2 godziny mówił o współczuciu etc. Potem były pytania z sali. Pytanie: "Czy to grzech nienawidzić Chińczyków?" Dalajlamie tłumacz musiał dwa razy powtarzać, bo nie mógł uwierzyć. Wybałuszył oczy, po czym powiedział tylko: "Oh yes!!"
Jeden z tekstów o sieci, jak się zgodzi zleceniodawca, a pewnie tak, pewnie wetknę na bloga (choć w sumie jak mi ma ktoś tam wytykać od "sprzedawczyków za srebrniki komunistycznych siepaczy" - kiedyś usłyszałam coś takiego), to może i nie warto. Zobaczę, jak nie, to po prostu prześlę.