Chodzę właśnie na kurs przygotowawczy do gaoji do szkoły...koreańskiej, tzn. tyko Korańczycy i ja. I rzeczywiście musze się przychylić do wyrażonej przez któregoś z rozmówców opini, że to egzamin wykrywający raczej uzdolnienia i umiejętności charakterystyczne dla Azjatów. Moi tongxue radzą sobie lepiej co najmniej z tingli (ja jeszcze nie rozstrzygnęłam, czy mam zająć się słuchaniem trzeszczącej kasety, próbą zgadnięcia jak brzmi pytanie, do którego mam odpowiedzi, czytaniem odpowiedzi do następnego nagrania, czy próbą ingorowania, że koleś obok w ataku narkolepsji przysypia mi na arkuszu).
Boję się też, że nie jestem w stanie wypowiedzieć się z całą powagą i tak jak jest to wymagane na temat typu: "który sport lubisz najbardziej i dlaczego?", co z pewnością zostanie uznane to jako skrajna niekomunikatywność. Jeśli tylko egzaminujący zrozumieją co moi mili Koreańczycy mówią (a pewnie tak, jako, że to chyba większośc zdających HSK, ja czasem nie wiem, czy to jeszcze koreański czy już chiński, te wszystkie "ch" zamiast "c" etc. i gardłowy zaśpiew), to z pewnością będą mieli lepsze oceny, a czy chiński lepszy, bardziej komunikatywny, to już nie wiem.
Spotkałam sporo osób z Azji, które miały Toefla z super oceną, a dobrą chwilę mi zajęło uświadomienie sobie, że właśnie mówią po angielsku, i że w tym angielskim właśnie mówią, że mają Toefla z super oceną.