znajomość języka (...) polega na (...) na umiejętności budowania nowych wypowiedzi na bazie znanego słownictwa i opanowanych reguł gramatycznych
Tu sie nie zgodze.
Dlaczego?
Jeszcze raz - jezyk to nie matematyka, wiecej w nim wyjatkow niz sztywnych regul; nikt poslugujacy sie jezykiem mowionym nie odwoluje sie do regul, a jesli do czegokolwiek to raczej do zaslyszanych i zapamietanych, krotszych lub dluzszych, sformulowan. Powinny one tkwic gleboko w podswiadomosci i nie wymagac uzycia analitycznego myslenia. Mysle ze to truizm ktory kazdy zna.
Nowe wypowiedzi budowane w opisany przez Ciebie sposob beda w duzej czesci niepoprawne. Jesli znajdzie sie jakas dobra natywna dusza, to poprawi Cie,
zapamietasz to poprawione zdanie i juz jestes w domu - nastepnym razem juz nie bedzie potrzeby eksperymentowac.
Wychodzi praktycznie na to samo, co zakuwanie, tylko ze to drugie pozwala Ci opanowac poprawnie czesc jezyka nawet - a raczej - szczegolnie - jesli nie masz mozliwosci weryfikacji swoich umiejetnosci przez "zycie".
Samo czytanie - jesli w ogole, to koniecznie na glos - nie wystarczy. 耳边风. To wciaz raczej bierne podejscie do nauki jezyka. Dopiero powtarzanie z pamieci calych zdan i ich wariantow pozwala na ich aktywne uzycie w rozmowie.
Homikus zwrocil uwage na niezwykle wazny aspekt - kontekst. Ten potrafi byc bardzo specyficzny, i olbrzymia ilosc slow w chinskim, szczegolnie czasownikow i przymiotnikow,
nalezy poznawac w kontekscie. A kontekst najlepiej poznaje sie wlasnie w calym zdaniu. Tu reguly gramatyczne nie pomoga - chyba ze za regule gramatyczna uznasz znajomosc takich wlasnie calych zdan i w rozmowie "bawienie" sie w zastepowanie pierwotnych czasownikow innymi, przymiotnikow innymi, etc. To nie zawsze dziala poprawnie - vide wspomniany wyzej kontekst.
Zwracam uwage, ze mowimy o osobie probujacej uczyc sie jezyka w kraju - w Chinach bedzie to nieco inaczej wygladalo, srodowisko jezykowe pozwala zastapic wkuwanie dialogow - nawet krotka rozmowa z chinczykiem (zakladajac, ze jest z obszaru, gdzie stosowany jest dialekt polnocny) uczy bardzo wiele. Do tego dochodzi radio, TV, podsluchiwanie rozmow w metrze czy autobusie*, etc. Taka osmoze trudno czymkolwiek zastapic, ale obstaje przy tym, ze pamieciowa nauka jest niezwykle pozyteczna, szczegolnie na poczatku nauki - choc nie tylko.
Chinski jest pelen wieloznakowych zlozen - i nie mam na mysli tutaj tylko 成语, 歇后语 czy najrozmaitszych 俏皮话 - mnostwo jest nowych tworow jezykowych od ktorych roi sie w mass mediach i potocznym jezyku, a ktore z koniecznosci musisz po prostu zakuc. Tu znajomosc pojedynczych slow po prostu nie wystarczy.
Do dzis pamietam cale sformulowania - ktore musialem zapamietac uczac sie najrozniejszych 小品 czy 相声 na potrzeby TV (dosc czesto nas brali na jakies goscinne wystepy), to byla naprawde pozyteczna nauka.
Elastyczne stosowanie jezyka wymaga duzego osluchania sie z nim i nagadania sie w nim - takze z samym soba, jak nie ma sie z kim. Stad tez nauka pamieciowa i powtarzanie z pamieci calych fraz jest pozyteczne.
Co do mowienia przez chinczykow po angielsku, to nie do konca sie zgodze (a jakze by inaczej...

). Po pierwsze sa ludzie, ktorzy ucza sie szybciej i tacy, ktorym idzie gorzej. Normalne, bozia nie dala wszystkim rowno talentu. Poza tym Chinczykom tak naprawde brakuje przede wszystkim interakcji, kontaktu z zywym jezykiem. Jesli w koncu znajda taki (jak np. w dosc popularnych w Shanghaju English Corners w parkach), to ich jezykowe umiejetnosci osiagaja czesto calkiem rozsadny poziom. Swego czasu spotkalem kilku takich gosci, bylem przekonany ze to ABC, a to po prostu byla parkowa ferajna z English Corner.
Z drugiej strony spotkalem wielu cudzoziemcow, ktorzy nawet po wielu latach pobytu w Chinach mowili w charakterystyczny laowajski sposob - niby gramatycznie, ale jakos nie chinsko... Nie wierze, zebys sie z czyms takim nie spotkal.
A znajomosc teorii jezyka niekoniecznie idzie w parze ze znajomoscia samego jezyka.
Kolejny truizm. Mam nadzieje, ze Cie nie znudzilem. Po piwie mam sklonnosci do rozwodzenia sie w nieskonczonosc...

*w autobusie w Pekinie bylem swiadkiem malej scysji, gdy pewna pani popchnela pana, ktory z kamienna twarza wysyczal 臊屄. Pani zaczela wrzeszczec i machac rekoma, ale pan tylko dobitniej i glosniej powtorzyl wspomniany epitet. Ja skrupulatnie zanotowalem w pamieci te slowka i nastepnego dnia po lekcji zapytalem pania od 语文, co oznaczaja. Pani zaczerwienila sie i zaczela cos plesc o ptaszku, ktory zrobi kupke i ona tak pachnie...Widzac zaklopotanie pani zmnienilem temat, ale od tego czasu jak mnie jakas przedstawicielka plci pieknej tutaj popchnie czy fuknie na mnie, to mam w razie czego czym ja uraczyc. Ulica uczy najlepiej.
WYmyslilbys to znajac slowa i reguly gramatyczne? Watpie.