Przepraszam, ale naprawdę nie rozumiesz istoty problemu.
To nie jest kwestia czysto polityczna jak piszesz. Chociaż jest to pojęcie na tyle szerokie, że możemy pod to podciągnąć wszystko.
bo w zasadzie nie ma potrzeby się tam zjawiać, możnaby nawet oddać hołd poległym zza rządowego biurka.
Przepraszam ale żartujesz w tym momencie?
Najprostsze porównanie. Czy Polak modli się zza biurka czy idzie do kościoła?
Czy podczas obchodów dnia niepodległości defilady odbywają się gdziekolwiek, czy też przed grobami żołnierzy?
Oczywiście, że zrozumiałe jest iż Japończycy, w tym i japońscy politycy, czują potrzebę odwiedzin w tej świątyni. Poza tym to jest potrzeba indywidualnego człowieka czy chce uczcić pamięć żołnierzy, którzy zginęli walcząc o jego kraj, o jego wolność.
Dlaczego świątynia miałaby być związana z miejscem bitwy? Czy Twoim zdaniem to by jej dodało wartości? My też nie chodzimy w lipcu pod grunwald, ani nie udajemy się pod Wiedeń. Ale za to uroczystości pod grobami i pomnikami poświęconymi nieznanym żołnierzom to powszechny zwyczaj.
Tym bardziej Yasukuni jest jedną z najważniejszych świątyń kultu shintoistycznego w Japonii.
Ot, po wojnie umieszczono tam tablice z nazwiskami japońskich bohaterów wojennych wśród których są też i zbrodniarze.
Przepraszam po raz kolejny ale jestem głęboko poruszona niekompetencją twierdzeń, które piszesz. Znam Cie z wielu miejsc gdzie zwykle wypowiadałaś się bardzo ciekawie o Japonii ale to co tutaj napisałaś jest nieprawdą.
Świątynia nie powstała "po wojnie." No chyba, że miałaś na myśli wojnę Boshin. Ponieważ to właśnie dla uczczenia jej ofiar, opowiadających się notabene za restauracją, została ona zbudowana na rozkaz cesarza Meiji w 1869 r. I choć była to początkowo jedna z wielu świątyń to już 1879 r. stała się głównym ośrodkiem kultu osób, które oddały życie za Japonię. Więc skracanie historii i roli świątyni do "po wojnie" jest co najmniej nie na miejscu.
I tu nie chodzi o zbrodniarzy. Ponieważ jeżeli zagłębisz się w historię Japonii wystarczająco to zrozumiesz, że trybunał tokijski sobie, a rzeczywistość i przebieg wojny na Pacyfiku sobie. Ale to już jest zbyt głęboki i kontrowersyjny dyskurs. Zatrzymajmy się na poziomie historii powszechnie uznawanej przez państwa zachodu i państwa pokrzywdzone. Czyli tak chodzi o zbrodniarzy skazanych przez trybunał tokijski. I nie ma co się dziwić, że Koreańczycy i Chińczycy palą japońskie flagi.
Ale chodzi też o coś innego o to, że Japonia nie rozumie resentymentów drugiej strony. O to, że młodzi Japończycy twierdzą, że masakry nankińskiej nie było. O to, że jeszcze minie wiele lat zanim Azja dojdzie do takiego status quo do jakiego doszła Europa mimo, że u nas nadal wiele kwestii pozostaje nierozwiązanych. Ale wracajmy do świątyni. Chodzi o to właśnie, że Japończycy nie widzą problemu w odwiedzaniu świątyni, która, choć oczywiście możesz uważać inaczej, jest symbolem wojskowości, nacjonalizmu etc. Problem jest w tym, że nie rozliczyli się z historią, nie pogodzili się z nią i ma podłoże kulturowo - społeczne i najprędzej zmieni się coś za kilka pokoleń, choć wątpię.
Przepraszam jeśli mój post wyszedł za ostry. To naprawdę jest polemika z tym co napisałaś, a nie z Twoją osobą.
Pozdrawiam,