Nieszczęsne tony...

Więcej
8 lata 7 miesiąc temu #717 przez Yao laoshi
Uważam, że pomysł uczenia się chińskiego (czy jakiegokolwiek innego języka) od podstaw od rodzimego użytkownika bez należytego przygotowania do nauczania jest mocno chybiony. Jak się już coś tam umie, można z Chińczykiem pokonwersować i poprawić sobie w ten sposób kompetencje komunikacyjne. Przekonanie, że każdy rodzimy użytkownik może nas nauczyć swojego języka jest mitem - nie ma niczego trudniejszego niż nauczanie własnego języka.

"Tut das Unnütze"

Günter Eich (1907-1972) - niemiecki poeta, z wykształcenia sinolog

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
8 lata 7 miesiąc temu #719 przez szopen

Myślę, że taki Chińczyk z prowincji o ile potrafiłby nauczyć języka (bo jednak nie każdy to potrafi) to nauczył by "wiejskiego" chińskiego, którym też nie wszędzie się dogadasz i nawet nie wiadomo czy będzie to jest mandaryński z naleciałościami ze wsi czy jakiś odmienny dialekt z rodzinnych stron "nauczyciela" ;).


Reality check.
Teoria a praktyka.

Jezyk mowiony w Chinach zmienia sie (czasem drastycznie) co kilkadziesiat kilometrow a kraj jest to rozlegly. Tak wiec w zasadzie kazdy Chinczyk bedzie mowil swoim dialektem, ze swoimi nalecialosciami.
Kazde duze miasto ma swoj odrebny jezyk (roznica pomiedzy Pekin i Tianjin jest bardzo duza pomimo 120km dystansu).
Jezyk powszechny w Pekinie zdecydowanie rozni sie od "mandarysnkiego" jaki jest uzywany przez ludzi czytajacych wiadomosci na CCTV1.
Jedyne miejsce gdzie spotkalem sie z owa czysta wersja "mandarynskiego" to szczere zadupia w Mongoli wewnetrznej w okolicach Manzhouli czy Arguna a to tak gleboka prowincja, ze restauracje sa wedrowne (przerobiony na knajpe autobus, ktory traktor ciagnie od wsi do wsi).

Faktycznie nie kazdy native speaker bedzie dobrym nauczycielem jezyka.
Wiekszosc jednak sobie dobrze poradzi.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
8 lata 7 miesiąc temu #727 przez Yao laoshi


Reality check.
Teoria a praktyka.

Faktycznie nie kazdy native speaker bedzie dobrym nauczycielem jezyka.
Wiekszosc jednak sobie dobrze poradzi.


Reality chceck II.

Chodzi właśnie o to, że większość sobie NIE poradzi. Przeciętny cudzoziemiec dobrze znający dany język ma lepsze predyspozycje do nauczania tego języka niż przeciętny rodzimy użytkownik. Dlaczego? Otóż cudzoziemiec z natury widzi ten język z takiej samej perspektywy jak uczeń, łatwiej mu zidentyfikować problemy ucznia, trudności i wyjaśnić dlaczego "tak się mówi" w sposób bardziej przejrzysty niż stwierdzenie "no bo tak się mówi".

Ja nauczałem w swojej karierze dydaktycznej czterech różnych języków, w tym polskiego (który oczywiście jest moim językiem ojczystym). Nauczanie tego ostatniego było zdecydowanie najtrudniejsze i nie sądzę, żebym sobie z tym w ogóle poradził, gdyby nie dysponował doświadczeniem i wiedzą wyniesionymi z mojej wcześniejszej pracy jako nauczyciel języków.

Nauczanie to zawód i - jak każdy - wymaga specyficznych kwalifikacji, z których znajomość nauczanej materii jest oczywiście kluczowa, ale nie jedyna.

"Tut das Unnütze"

Günter Eich (1907-1972) - niemiecki poeta, z wykształcenia sinolog

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
8 lata 7 miesiąc temu #747 przez szopen


Reality chceck II.

Chodzi właśnie o to, że większość sobie NIE poradzi. Przeciętny cudzoziemiec dobrze znający dany język ma lepsze predyspozycje do nauczania tego języka niż przeciętny rodzimy użytkownik. Dlaczego? Otóż cudzoziemiec z natury widzi ten język z takiej samej perspektywy jak uczeń, łatwiej mu zidentyfikować problemy ucznia, trudności i wyjaśnić dlaczego "tak się mówi" w sposób bardziej przejrzysty niż stwierdzenie "no bo tak się mówi".


Dalej sie mojej wersji bede trzymal, wiekszosc sobie poradzi, kwestia motywacji.

Sprawa w sumie prosta do udowodnienia.
Kto uczy najwieksza grupe uczacych sie chinskiego?


Rodzice chinskich dzieci.
Dzieci ucza sie jezyka niekoniecznie zaglebiajac sie w kwestie dlaczego, akceptujac fakt "no bo tak sie mowi" a efekty sa widoczne.

Ja nauczałem w swojej karierze dydaktycznej czterech różnych języków, w tym polskiego (który oczywiście jest moim językiem ojczystym). Nauczanie tego ostatniego było zdecydowanie najtrudniejsze i nie sądzę, żebym sobie z tym w ogóle poradził, gdyby nie dysponował doświadczeniem i wiedzą wyniesionymi z mojej wcześniejszej pracy jako nauczyciel języków.


A moze to dlatego, ze jakby nie patrzac jezyk polski jest niesamowicie skomplikowany, z bardzo rozbudowana gramatyka, mnostwem regol i wyjatkow?

Nauczanie to zawód i - jak każdy - wymaga specyficznych kwalifikacji, z których znajomość nauczanej materii jest oczywiście kluczowa, ale nie jedyna.


Poniewaz ja sie z rodziny nauczycielskiej wywodze to zdaje sobie sprawe, ze zawod ten wymaga nie tylko znajomosci tematu ale i kwalifikacji, plus pasji i naturalnego talentu.

W wiekszosci przypadkow.

W przypadku jezykow to moim zdaniem zycie jest najlepszym nauczycielem.
Zycie w sytuacji kiedy nauka jezyka jest zyciowa koniecznoscia.
No bo jak wytlumaczyc swietna znajomosc jezyka chinskiego ludzi, ktorych rzucilo na kilka lat gdzies w Chinach "daleko od szosy", bez codziennego kontaktu z innymi cudzoziemcami?

Pamietajac, ze internet tak dzisiaj oczywisty to jednak 15 lat temu nie istnial.
Naprawde nie.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
8 lata 7 miesiąc temu #750 przez Yao laoshi
Masz dużo racji, ale musimy pamiętać, że mechanizmy akwizycji języka ojczystego przez dzieci są inne niż w przypadku dorosłych, dla których dany język jest obcym (a przecież o takim przypadku tutaj dyskutujemy).

Sytuacja, kiedy dorosły cudzoziemiec trafia do Chin i w ciągu iluś tam lat osiąga niezły poziom języka to też coś innego niż uczenie się w Polsce od pierwszego lepszego rodzimego użytkownika języka chińskiego. W tym pierwszym przypadku mamy do czynienia z tzw. imersją (zanurzeniem) w środowisko językowe, której w tym drugim wypadku nie ma - a zatem i tutaj mechanizm nie jest porównywalny...

Nie twierdzę, że Chińczyk bez należytego przygotowania glottodydaktycznego w żadnym wypadku nie nauczy cudzoziemca chińskiego - nie można wykluczyć wyjątkowego wrodzonego talentu u nauczyciela i ucznia. W większości wypadków taki model nauczania/uczenia się nie będzie skuteczny.

"Tut das Unnütze"

Günter Eich (1907-1972) - niemiecki poeta, z wykształcenia sinolog

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
4 lata 10 miesiąc temu #5096 przez superumysl
"No bo jak wytlumaczyc swietna znajomosc jezyka chinskiego ludzi, ktorych rzucilo na kilka lat gdzies w Chinach "daleko od szosy", bez codziennego kontaktu z innymi cudzoziemcami? "

Mozna tak to tlumaczyc ale pamietaj ze czesto ludzie rzuceni na gleboka wode odnosza porazke w zakresie nauki jezykow obcych. W Wielkiej Brytanii sam znalem takie osoby.

Za to zgadzam sie z kolejna wypowiedzia w stu procentach. Dorosly jesli nie ma sluchu muzycznego najczesciej musi "uczyc sie" jezyka w przeciwienstwie do dzieci ktore "absorbuja" go, wchlaniaja go bez wysilku. Co to znaczy? Ze doroslemu na pewnym etapie bedzie potrzebna pomoc: slownik, podrecznik do gramatyki czy nauczyciel, z ktorymi bedzie musial ciezko pracowac.
Znam rodzine ze Stanow ktorej czlonkowie zyjac w Polsce mysleli ze naucza sie polskiego przez samo sluchanie rozmawiajacych naokolo Polakow, co im sie nie udalo. Podobnie przypadki spotykalem w Anglii wsrod Polakow ktorzy wyjechali tam za chlebem . Ja sam mowie z bliskim narodowemu mowcy akcentem i ogolnie swietna kompetencja jezykowa ale to dzieki studiom filologicznym i podjetej na ich podstawie tytanicznej pracy, ktora wykonalem czesto sleczac samotnie nad ksiazkami w moich czterech scianach w Polsce. Moj pobyt w Anglii nie podwyzszyl by zasadniczo mojego poziomu gdyby nie ta wlasnie praca.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Czas generowania strony: 0.400 s.
Zasilane przez Forum Kunena
FaLang translation system by Faboba