Chińczycy a nauka języków obcych

Więcej
5 lata 6 miesiąc temu #4717 przez Koralgolster
Mam pytanie do zorientowanych: jak w Chinach wygląda edukacja w zakresie nauki języków obcych? Kładzie się na to nacisk?

Zdałam sobie ostatnio sprawę, że Chińczycy poza Chinami trzymają się zwykle we własnym towarzystwie, przez co nie uczą się obcego języka, mówiąc, robią podstawowe błędy. Rozumiem, że każdy pewniej czuje się ze swoimi rodakami, ale oni prawie nie próbują.

Przykład pierwszy: byłam latem na kursie językowym w Berlinie. Była tam spora grupa Chińczyków, z których część się znała. Oczywiście większość czasu spędzali razem. Nawet będąc w towarzystwie innych ludzi z kursu, między sobą rozmawiali po chińsku (był w tej grupie jeden, może dwa wyjątki).

Przykład drugi: na uniwersytecie (w Anglii) zaczepiły mnie dwie Chinki z prośbą o pomoc w obsłudze skanera (mimo że przy skanerach jest prawie-obrazkowa instrukcja). Cóż, postanowiłam pomóc, ale kiedy zapytałam, czy chcą skan zapisać do pliku, czy bezpośrednio wysłać mejlem, powiedziały, że nie chcą zapisywać, ale wysyłać też nie chciały. Kiedy zapytałam, co chcą z tym skanem zrobić, nie potrafiły mi wyjaśnić. Powiedziały, że muszą to "dać nauczycielowi". Zapytałam, czy chcą po prostu zrobić kserokopię, a one dalej nie wiedziały, o co mi chodzi. Zaczęłam tłumaczyć prostymi słowami, jak dziecku, a one dalej nic. Potem okazało się, że to wydrukowały (czyli byłaby wystarczyła kserokopiarka). Oczywiście między sobą rozmawiały po chińsku, nawet kiedy je o coś pytałam.

Przykład trzeci: moich dwóch ostatnich landlordów to Chińczycy. Babka jest wykładowcą na uniwersytecie, podobno studiowała w Stanach, ale robi podstawowe błędy językowe (np. "does not working"), już nie mówiąc o tym, że sprawia wrażenie osoby, która poza swoim obszarem wiedzy (a i tego nie jestem pewna), nie wie nic. Babka ma stopień doktora. Ma dorosłego syna, który chyba urodził się już w Anglii, bo nie ma tego charakterystycznego akcentu, więc domyślam się, że babka mieszka tu już kupę czasu. Jej mąż z kolei sprawia wrażenie prawie w ogóle niekontaktującego.
Drugi landlord, chłopak, jest niby studentem, robi jeszcze większe błędy. W dodatku traktował mnie z góry, czego akurat osobiście nie znoszę, ale to już jest temat na inną dyskusję.

Poza tym, mój chłopak pracuje w szkole jako informatyk (ale nie nauczyciel) i widzi to samo: kiedy pyta się o coś jakiegoś Chińczyka, ten nie potrafi odpowiedzieć, patrzy po grupie znajomych, ktoś mu tłumaczy i odpowiada za niego. Podobno też Chińczycy z tej szkoły często nie zdają na uczelnie wyższe z powodu słabej znajomości języka (ogólnie mają dobre oceny, ale nie zdają albo mają za mało punktów z IELTS-a).

Jak to jest z tą nauką języków obcych w Chinach? I dlaczego oni tak chętnie wyjeżdżają, skoro nawet nie starają się o dobre opanowanie języka? Ze wszystkich nacji, jakie tu spotkałam, ich znajomości językowe są najgorsze. Nawet narody europejskie słynące z tego, że nie lubią uczyć się języków - Włosi, Francuzi, Hiszpanie - radzą sobie lepiej. O co chodzi?

"Wie viele Sprachen du sprichst sooftmal bist du Mensch." J. W. Goethe

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
4 lata 11 miesiąc temu #5323 przez Pawelnx88
Ponieważ chinczycy są przyzwyczajeni do swojego. Ponieważ chinczycy zawsze się tym zasłaniają, że język angielski (ponieważ poza angielskim jedyne inne za jakie ewentualnie się biorą, które są trendi to japoński i francuski) jest trudny.

Jeśli już się uczą języków to uczą się tą samą metodą co innych rzeczy w szkole - czyli na pamięć. Zakuwają te podręczniki, słówka na pamięć, uczą się jak dokładnie przeliterować dany wyraz itp. Nie potrafią jednak w tym języku zamienić ani słowa, boją się. Nie potrafią otworzyć gęby w innym języku bo w ten sposób nie wygrają żadnej słownej potyczki, ani też nie zrozumieją wszystkiego w 100 procentach, a chinczyk zawsze musi wszystko wiedzieć od razu, w 100 procentach.

Mało też oglądają filmów zagranicznych, seriali, cała telewizja (rządowa) opanowana jest przez chińskie produkcje, a jak juz jakiś film holywoodu leci w tele to będzie zazwyczaj z chińskim dubbingiem. Znajomość zagranicznej muzyki ogranicza się głównie do Micheal Jackson & Justin Bieber. Tych jedynych zagranicznych wykonawców są w stanie wymienić, innych zachodnich rzeczy też się słucha ale niewie oni co to jest, jak to nazwać.

Inna sprawa, chinczycy są nieśmiertelnie przywiązani do własnej grupy etnicznej i kulturowej i nie potrafią się zaasymilować. Dlaczego? Może dlatego, że tak bardzo utożsamiają się z ich pięcio tysiąc letnią historią i kulturą i tworzą swój własny zamknięty krąg. Dlaczego tyle jest chinatown? Chinczycy nie lubią się dostosowywać, wolą kiedy wszystko jest dostosowywane do nich.

Coca cola, Mc donald's, Christiano Ronaldo itp. te wszystkie nazwy nie nazywają się tak samo w chinach. One mają swoje chińskie odpowiedniki, tak żeby nie było dla chinczyków trudności w ich wymawianiu.
Przykład: Coca cola = Ke kou ke le
Przykład drugi: KFC = Ken de ji
chiński przęcietny obywatel (mówię o tych wykształconych) nie zrozumie cię jak poprosisz o Pepsi bo on nigdy w życiu takiej nazwy nie słyszał. Od małego nie byli przyzwyczajeni do zagranicznych nazw, słów.

Ostatnia sprawa, chiny są podzielone na prowincje, każda prowincja ma swój oddzielny język a niektóre prowincje są jeszcze bardziej zróżnicowane językowo. Powszechny chiński, który znamy, czyli mandaryński to tak zwana mowa wspólna. Dlaczego wspólna? Bo kilkadziesiat lat wcześniej chinczycy sami między sobą nie mogli się dogadać, jak na przykład pochodzili z innych stron (tj. miast, prowincji). Dla nich już wyzwaniem było nauczenie się tej mowy wspólnej, a teraz jeszcze od nich wymagają uczyć się kolejnego obcego języka, a już sam mandaryński jest dla nich językiem obcym.

Mam jeszcze jeden argument, ale ten ostatni raczej pozostawię dla siebie.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
4 lata 11 miesiąc temu #5324 przez ril
Co do schińszczania nazw - znaki z obcego pisma zawsze zapisuje się własnym. W Polsce chińskie nazwy zapisuje się transkrypcją łacińską. Nie budzi, zdziwienia,  ze nie pisze się 华为, 中兴 i 吉利 tylko Huawei, ZTE i Geely? Chińczycy nie dorobili się systemu zapisu fonetycznego nazw obcych jak Japończycy, więc muszą dobierać swoje znaki.  A podział języków chińskich jest znacznie bardziej złożony niż według prowincji.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
4 lata 11 miesiąc temu #5327 przez Pawelnx88

Co do schińszczania nazw - znaki z obcego pisma zawsze zapisuje się własnym. W Polsce chińskie nazwy zapisuje się transkrypcją łacińską. Nie budzi, zdziwienia,  ze nie pisze się 华为, 中兴 i 吉利 tylko Huawei, ZTE i Geely?


Nie budzi to zdziwienia. Jednak w praktyce znacznie to utrudnia konunikację.
Przykład: dyskutujemy o filmach i aktorach. Jeśli nie znam chińskich odpowiedników nazw holywoodzkich filmów i ludzi kina to nikt nie załapie o co, kogo chodzi. O ile w polskim języku też nam się to zdarza, to jednak niektóre filmy zachowują swoją oryginalną nazwę (te najbardziej oczywiste: Matrix, Batman, Avatar itp.), a już na pewno jeśli powiem "Brad Pitt" to zrozumiesz. Jeśli spytasz chinczyka, on nie zrozumie.

To samo odnośnie piłki nożnej, tj. zawodników i klubów. Chcesz pogadać sobie z chinczykiem o piłce, oczywiste, że takie terminy jak karny, rzut wolny itd. musisz znać po chińsku, ale kiedy na nowo musisz się uczyć nazw własnych, tych piłkarzy i ich klubów, to już jest spore utrudnienie. Inaczej twój chiński odbiorca cię nie zrozumie, nie pogadacie, a inicjatywa w 98% przypadków musi być Twoja.

Chińczycy nie dorobili się systemu zapisu fonetycznego nazw obcych jak Japończycy, więc muszą dobierać swoje znaki.

 

To jest ich błąd.

A podział języków chińskich jest znacznie bardziej złożony niż według prowincji.


To prawda.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
4 lata 10 miesiąc temu #5332 przez ril
Chińczycy też mają problem rozmawiając o swojej kulturze z obcokrajowcami. Filmy są znane ze swych angielskich tytułów, prawie nikt oryginalnych nie kojarzy. Sposób zapisu imion i nazwisk postaci historycznych lub większych miast jest ugruntowany i często bardzo odbiega od oryginału (Tse Tung vs. Ze Dong, Pekin vs. Beijing). A jeśli nawet zapisuje się pinyinem, to nawet  większość dziennikarzy nie potrafi tych nazw do końca poprawnie przeczytać. Niemniej jednak stan taki jest mam nadzieję przejściowy.

Z kolei nie zapowiada się, aby można było zrezygnować z tłumaczenia nazw na chińskie znaki. Być może kiedyś sposób przekładania poszczególnych sylab na znaki zostanie ustandaryzowany i wtedy stracą one w takich wyrazach swoje pierwotne znaczenie (tak się chyba dzieje ze znakiem 斯). Ale jak na razie występuje dodatkową zaporę między językiem chińskim a innymi. Dla wielu Chińczyków zresztą zapewne pożądaną. Wymusza spójność języka - nowe słowa składają się ze słów już istniejących. Wśród polonistów też można zaobserwować niechęć do obcych słów i próby zastępowania ich tworami na bazie języka polskiego. Zatem jest sprawą dyskusyjną, czy obecny stan jest niepożądany.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
3 lata 4 miesiąc temu #6170 przez efcia

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Czas generowania strony: 0.192 s.
Zasilane przez Forum Kunena
FaLang translation system by Faboba