Książka o chińskiej historii

  • Wlodek
  • Wlodek Avatar
  • Wylogowany
  • Cesarski urzędnik
  • Cesarski urzędnik
  • China is a civilization pretending to be a state
Więcej
7 lata 5 miesiąc temu #2981 przez Wlodek
W czasie wizyty w Empiku zauważyłem, że wyszło w Znaku, niecałe 1,5 roku po wydaniu angielskim!, polskie tłumaczenie "The Penguin History of Modern China: the Fall and Rise of a Great Power, 1850-2008" Jonathana Fenby'ego. Polski tytuł "Chiny. Upadek i narodziny wielkiej potęgi":

.
http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,2500,tytul,Chiny.%20Upadek%20i%20narodziny%20wielkiej%20pot%C4%99gi

Sądząc po recenzji Pameli Kyle Crossley (specjalistki od Qingów) pozycja warta uwagi:
http://www.feer.com/reviews/2008/october/Penguin-History-of-Modern-China

Nie wiem jak to wygląda w polskim tłumaczeniu (którego dokonali Jan Wąsiński i Jerzy Wołk-Łaniewski, nie mam pojęcia kto był konsultantem), bo różne śmieszne błędy tłumaczy się zdarzają. "Cegła" jest w każdym razie słuszna (ponad 700 s. i świetnie wydana), więc na pewno warto się zapoznać. Ja osobiście postaram się raczej o oryginał. Jedyne moje potencjalne zastrzeżenie jest takie, że sądząc po jego biografii Cziang Kai-szeka, to Fenby chyba nie zna chińskiego.

Quand la Chine s'éveillera - le monde tremblera
Napoleon Bonaparte

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
7 lata 5 miesiąc temu #2982 przez ximinez
Pozycję ową nabyłem drogą kupna wczoraj i choć przeczytałem dopiero kilkanaście stron (zajmuję się obecnie czymś zupełnie innym, więc cegła musi poczekać) to mam kilka uwag, głównie do tłumaczenia. Jednym słowem - fatalne. Ani tłumacze, ani redaktor (chyba) nie zna chińskiego, co owocuje kwiatkami w stylu "zwolennicy Huy" (od Hua Guofenga), a z drugiej strony nieodmienianiem słów, które na tyle już się w językach zachodnich zadomowiły, że można sobie na to pozwolić, vide "yamen". Trochę drażni również poufały i lekki styl, bardziej przystający do publicystyki, niż książki historycznej, ale nie wiem czy to wina tłumaczenia, czy oryginału.

Z drugiej strony jak na tak obszerną i dobrze wydaną książkę, cena 69pln wydaje się przystępna.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

  • Wlodek
  • Wlodek Avatar
  • Wylogowany
  • Cesarski urzędnik
  • Cesarski urzędnik
  • China is a civilization pretending to be a state
Więcej
7 lata 5 miesiąc temu - 7 lata 5 miesiąc temu #2984 przez Wlodek
Czyli jednak jest tak jak przeczuwałem. To żenada, żeby wydawnictwo nie załatwiło żadnej konsultacji sinologicznej dla tak dużego przedsięwzięcia. No ale cóż, to dobrze oddaje stan rzeczy w naszej ojczyźnie. Z przytoczonych dwóch przykładów "kwiatków" w tłumaczeniu widać, że nikt tam nie ma najzieleńszego pojęcia o co chodzi. Tylko utwierdziło mnie to w przekonaniu, że jeśli już czytać tego typu rzeczy to wyłącznie w oryginale. Gdybyś nie wyjaśnił o co chodzi z tymi "zwolennikami Huy" to w życiu bym się nie domyślił (czy ta odmiana w ogóle ma coś wspólnego z zasadami odmiany w języku polskim???). Szkoda, że Znak tak spartolił robotę, bo była szansa na porządna pozycję, którą można by tu polecić.

Quand la Chine s'éveillera - le monde tremblera
Napoleon Bonaparte
Ostatnio zmieniany: 7 lata 5 miesiąc temu przez .

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

  •  Avatar
  • Gość
  • Gość
7 lata 4 miesiąc temu #3060 przez
Witam,

Jestem jednym z tłumaczy książki Fenby'ego. Na forum trafiłem dzięki linkowi wrzuconemu w komentarzach do recenzji z portalu gazeta.pl. Pozwolę sobie na sprostowanie kilku rzeczy:

Przyznam na wstępie, że żaden z nas nie jest sinologiem, nie znamy też języka chińskiego. Tekst tłumaczyliśmy jednak z języka angielskiego. Kwestie językowe (ustalanie przyjmowanej pisowni, pinyin czy Wade-Giles, odmieniać zgodnie z zasadami polszczyzny czy zostawić w formie niezmienionej, itd itp), jak również merytoryczne (choćby przytaczane przez Fenby'ego z dużą swobodą fragmenty dawnych dzieł literatury chińskiej) konsultowane były i poprawiane przez ekspertów zapewnionych przez wydawnictwo, przy czym oni również nie zawsze byli pewni "co autor chciał powiedzieć".

No właśnie - dochodzimy do kwestii samego Fenby'ego. Nie wiem, czy zna on chiński - nie wiem też, czy ew. znajomość chińskiego działałaby w tym momencie na jego korzyść, czy też wręcz przeciwnie. Wbrew bowiem wrażeniu, jakie jego biogram może sprawiać, w niezliczonych miejscach książki czytelnik może zbaranieć - autorowi zdarza się bowiem przeczyć samemu sobie. Mamy wklejkę ze zdjęciami. Podpis pod fotografią - chłopi w prowincji Shaanxi. Mamy oddzielnie spis ilustracji. Tam - to samo zdjęcie już jako chłopi w prowincji Shanxi. Bądź tu mądry i pisz książki (historyczne).

Gdy w jednym rozdziale pojawiają się dwie czy trzy postacie o nazwisku np. Zhang, Fenby wymienia ich pełne personalia raz, później zaś każe się domyślać "o którego Zhanga tutaj chodzi".

Następny kwiatek, wyłapany zupełnie przypadkowo, już na samym początku tłumaczenia. Wspomina autor o "chińskim sułtanacie" ze stolicą w mieście Dali, nazywając go "Kingdom of Pacified Souls". Postanawiam sprawdzić, czy może w polskiej literaturze przedmiotu przyjęto już jakąś tego organizmu nazwę. Ale okazuje się, że "Kingdom of Pacified Souls" istnieje tylko w dziele Fenby'ego. Szukam więc dalej, przez nazwę chińską, aż znajduję... "Kingdom of Pacified South". Czyli w którymś momencie ktoś u Fenby'ego walnął się przy przepisywaniu.
To tylko przykład sytuacji, z jakimi przyszło nam się borykać.

Jeszcze jedna rzecz - zarzut dotyczący rejestru językowego. Tak w przypadku przytaczanych anegdotek, jak i we fragmentach par excellence odautorskich, Fenby pozwala sobie na kolokwializmy, a nawet słownictwo po prostu wulgarne. Przydaje to książce "soczystości" i może ułatwić przebrnięcie przez jej kilkaset stron, lecz zarazem może wywołać uzasadnione zastrzeżenia u osób, które sięgnęły po "Chiny" jako po "poważną" pozycję naukową. Podobnie ma się rzecz w kwestii samych anegdotek - gdzie bez większego uzasadnienia (poza chęcią "doprawienia" książki), tuż po dwóch akapitach dotyczących, dajmy na to, gospodarki, autor z lubieżnym uśmieszkiem rzuca szczególikiem z życia tego czy innego chińskiego dostojnika; szczególikiem często natury erotycznej bądź fizjologicznej.


Nie uważam, byśmy byli nieomylni. Z pewnością znajomość chińskiego bądź pełne wykształcenie sinologiczne w momencie rozpoczęcia tłumaczenia ułatwiłyby nam pracę. Sprzeciwiam się natomiast opiniom, jakoby książka Fenby'ego na naszym tłumaczeniu na polski straciła. Pozostaje mi się zgodzić z pojawiającym się w niepochlebnych recenzjach postulatem - przeczytajcie oryginał. Chętnie zapoznam się z Waszymi z lektury wrażeniami. Pomimo wszystkich wymienionych powyżej zarzutów uważam książkę za wartościową (w którejkolwiek z wersji językowych); daje ona kompleksowy obraz Chin, przedstawia ileś charakterystycznych dla tego świata paradoksów, a prawdopodobnie pomocna będzie w zrozumieniu zjawisk, które dopiero w Państwie Środka zajdą.

Jerzy Wołk-Łaniewski

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

  • Wlodek
  • Wlodek Avatar
  • Wylogowany
  • Cesarski urzędnik
  • Cesarski urzędnik
  • China is a civilization pretending to be a state
Więcej
7 lata 4 miesiąc temu #3062 przez Wlodek
Witam,
bardzo się cieszę, że pojawił się Pan na naszym forum. Ponieważ książki nie czytałem ani w oryginale, ani w przekładzie, a jedynie ją przejrzałem, nie jestem w stanie odnieść się do wszystkich kwestii. Opinia Ximeneza jest jednak dla mnie wiarygodna. Myślę, że nie powinno się tu czynić zarzutów tłumaczom, ale wydawnictwu, które postanowiło najwyraźniej zaoszczędzić na redakcji i konsultantach (choć trudno też oczekiwać, żeby poprawiało wszystko to, co spartaczyli wydawcy i autor oryginału). Zdaję sobie również doskonale sprawę z tego, że przekład na polski soczystego, anglosaskiego stylu, w dodatku w wykonaniu dziennikarza, jest rzeczą bardzo trudną, a osiągnięcie podobnej zwięzłości nieosiągalne (to zdaje się główny zarzut, całkowicie niemerytoryczny, w recenzji p. Kruczkowskiej na gazeta.pl).

Sednem sprawy jest pytanie: dlaczego zdecydowano się na przekład akurat tej pozycji, jak widać dość kontrowersyjnej, a nie wybrano którejś z licznych prac, o podobnych ambicjach narracyjnych, autorstwa uznanego specjalisty? Choćby klasycznej już "The search for Modern China" Jonathana D. Spence'a, historyka, sinologa i autora wybitnego? Od czasu przekładu Fairbanka na polski nie było, jak mi się zdaje, tłumaczeń równie ważnych książek. Myślę, że takie tłumaczenie, dokonane najlepiej przez zespół tłumaczy z obowiązkowym udziałem sinologów, znacznie więcej wniosłoby do naszego polskiego, rodzącego się w bólach, szerokiego dyskursu o Chinach i ich przyszłej roli w świecie. Choć pozycja Fenby'ego w oryginale ma pozytywne recenzje nawet u fachowców (jak widać choćby z linku do tekstu p. Crossley) to jest mnóstwo niewątpliwie wartościowszych pozycji.

Co do tego nieszczęsnego Dali i "Chińskiego Sułtanatu" (przeglądając zauważyłem, że Fenby swoją wiedzę o nim czerpał ze znakomitej pracy Davida Atwilla) to oczywiście powinno to być tłumaczone jako 'Kingdom of the pacified South" - Taiping Nanguo. Jak widać również w oryginalnym wydaniu korekta i konsultacja dokonane zostały niedbale. Jest to też kolejny dowód na to, że Fenby języka nie zna.

Quand la Chine s'éveillera - le monde tremblera
Napoleon Bonaparte

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

  •  Avatar
  • Gość
  • Gość
7 lata 4 miesiąc temu #3067 przez
Witam,

i proponuję jednak Panu Włodkowi i Panu Ximinezowi najpierw zapoznać się z książką po polsku ("cegła" ma nieco ponad 700 stron, jak Pan Ximinez pisze, a ściślej: 980), a najlepiej również - i równocześnie - z jej oryginałem, a nie wypowiadać się na temat tego, co ktoś inny gdzieś kiedyś napisał czy powiedział, używając przy tym słów typu "spartolił", "żenada" itp. Książka jest przetłumaczona na wysokim poziomie, a w porównaniu z oryginałem - bardziej wiarygodna, gdyż wyprostowała wiele nieścisłości i pomyłek autora - jak wiele? Polecam lekturę obu wydań.
Co do Huy - Hua Guofenga, panie miłośniku języka chińskiego, o nikłej jednak - jak widać - znajomości ojczystego - polecam lekturę przynajmniej słownika ortograficznego PWN, ale także paru innych opracowań i ustaleń Rady Języka Polskiego. Dopełniacz w postaci Huy (ew. Hui) jest jak najbardziej poprawny.
Poza tym - nie bardzo rozumiem stwierdzenie: "Jak widać również w oryginalnym wydaniu korekta i konsultacja dokonane zostały niedbale" - jak Pan może pisać "również", "widać", skoro Pan nie widział ani jednej, ani drugiej pozycji? I jeszcze: "Jest to też kolejny dowód na to, że Fenby języka nie zna" - kolejny, tzn.? Z tego, co wiem, to Fenby zna język w stopniu podobnym do tego, w jakim zna go Pan, więc co z tym dowodem?
Aha, gdyby Pan Włodek wpadł na pomysł profesjonalnego i bez zarzutów  - zaznaczam - przetłumaczenia jakiejś klasycznej pozycji Spence'a, albo może innej historii Chin - z chińskiego? - proszę dać znać. Nietrudno jest się wymądrzać na temat tego, że wie się cokolwiek.
I jeszcze - jako językoznawca zapytuję, co Pan rozumie przez wyrażenie "języki zachodnie".

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Czas generowania strony: 0.176 s.
Zasilane przez Forum Kunena
FaLang translation system by Faboba