Tibet Trip

Więcej
8 lata 7 miesiąc temu #487 przez szopen
Wspinaczka w kraine smokow.
Lhasa lezy w dolinie jakies 3700 mnpm dookola spore gory i dnia ktoregos zebralismy kilka osob i poszlismy zdobywac szczyty. Najwyzszy widoczny byl ciut na poludnie od miasta. Zaraz za miastem bylo jeszcze kilka domow ale w miare wchodzenia w gore zabudowania sie skonczyly i tylko sciezka w gore zostala. Wchodzenie na gore powoli nam szlo, czeste przerwy na zlapanie oddechu byly niezbedne ale postep byl. Kolo poludnia i juz dosc wysoko (Potala Palce byl juz tylko malutka kropka daleko w dole) sciezka sie skonczyla i dalej juz na przelaj tylko. Rob stwierdzil, ze dalej nie idzie mo mu pluca swiszcza, ja, Pekka i 2 Kanadyjczykow po zlapaniu oddechu ruszylismy razem. Wejscie bylo najpierw w miare latwe, troche kamieni, ale latwych do ominiecia, im wyzej tym kamieni wiecej i trudniej. Oddychac bylo coraz trudniej i czeste przerwy byly konieczne. Po moze godzinie komunikacja werbalna przestala dzialac i grupa sie rozproszyla. Kazdy poszedl swoja sciezka. Dalej w gore sie wspinalem i nie czulem sie najlepiej. Zaczely sie omamy i przywidzenia, najpierw katem oka widziane kolorowe ksztalty, pozniej latajace w powietrzu smoki w wszystkich kolorach teczy.
Ja dalej w gore.
Czuc sie kiepsko zaczalem ale szczyt juz bylo wyraznie widac. Do przodu pchal mnie juz tylko myls, ze jak tam wejde to bede mogl zaczac schodzic w dol. Ostatnie 300 metrow zajelo chyba z godzine bo to juz bylo wspinanie sie po skalach, mozg funkcjonowal w innej rzeczywistosci, smoki dookola lataly stadami, kazdy oddech byl wysilkiem.
W koncu prawie na sam czubek gory sie wdrapalem, zostalo moze 20 metrow ale to juz byla sciana skalna i nie do wejscia bez sprzetu. Stwierdzilem, ze to wystarczy i czas zdjecie sobie zrobic. Latwo pomyslec ale nie az tak latwo wykonac. Chyba grubo ponad 10 minut zajelo mi ulozenie aparatu w odpowiedniej pozycji, ustawienie samowyzwalacza i pstrykniecie zdjecia, cos co normalnie zajmuje moze z 15 sekund, ale bark tlenu dawal sie ostro we znaki i halucynacje przeszkadzaly.
Zdjecie zrobilem i moglem zaczac schodzic w dol, perspektywa latwiejszego oddychania szczesciem mnie napawala. I w dol ruszylem. Zadziwiajace jak szybko zrobilo sie latwiej oddychac, po pol godzinie minely wszelakie efekty wizualne i zejscie zrobilo sie bardzo latwe.
Do miejsca na koncu sciezki, gdzie Rob popoludnie spedzil dotarlem i tam juz wszyscy czekali, pozostala trojka nie znalazla drogi na szczyt i kazdy z nich poddal sie wczesniej.
Na zegarek patrzac okazalo sie, ze zajelo mi to wejscie jakies 4 godziny.
Wdrapalem sie na jakies 5200+.

Interesujace przezycie.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
8 lata 7 miesiąc temu #489 przez szopen
Pielgrzymi.
Moj osobisty punkt widzenia.

Wszedzie obecni.
Na drogach, na ulicach, dookola swiatyn, w klasztorach, po prostu wszedzie.
W drodze do celu pielgrzymki, na miejscu, w drodze do nastepnego lub do domu.
Setki, tysiace.
Tak powszechni, ze latwo sie przyzwyczaic i po prostu zaakceptowac.
Trudno mi bylo.

Jadac gdziekolwiek wzdluz drogi posuwaja sie pielgrzymi, czesc po prostu idac.
Bardzo duza czesc "prostrating" czyli krok, dwa lub trzy do przodu a nastepnie padanie na ziemie, czasem z pewnym slizgiem do przodu, czasem bez, wstaja z ziemi, krok, dwa lub trzy i ponownie na ziemie. Czesc ma na kolanach, dloniach, czole umocowane ochraniacze z drewna, czesc nic. Wiekszosc poobcierana od takiej metody ruchu, krwawiace dlonie, kolana glowy, ubrania tez w cienkim stanie.
Docieraja do celu pielgrzymki i wielokrotne kola dookola swietego miejsca tak samo robia, czas spedzaja modlac sie w klasztorach czy swiatyniach.
Wielu z nich pozniej nie ma pieniedzy na powrot do domu i do grona zebrzacych dolaczaja by powoli na ten powrot zarobic albo przezyc na miejscu.

Co w tym najbardziej mnie ruszylo?
Rozumiem, ze doroslym wolno robic sobie co sobie zazycza.
Ich sprawa.

Rodziny z kilkuletnimi dziecmi w takiej pielgrzymce, dzieci tak samo jak rodzice kilka krokow i pad na ziemie.
Z predkosci jasno widac, ze takie pielgrzymki to rzecz nie dwoch, trzech dni ale wielu tygodni.

Te dzieci w szkole byc powinny.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
8 lata 7 miesiąc temu #490 przez szopen
Tak sie zapytam.
Ktos czyta?
Jakies komentarze/pytania?

Czy ja sie tak dla siebie produkuje?

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
8 lata 7 miesiąc temu #492 przez Mei
Ja przeczytałam i bardzo mnie to zaciekawiło :) z chęcią przeczytam reszte twoich wspomnień z tej wyprawy

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
8 lata 7 miesiąc temu #496 przez homikus
Ja! W końcu sam krzyczałem o opowieść! Ale po prostu przez jakieś trzy dni byłem zarobiony jak bury osioł i nie miałem nawet krótkiej chwili, żeby wejść na forum, a co dopiero przeczytać tak długi tekst ;D

Ale obiecuję, że dziś wieczorem wreszcie mi się uda i że pozwolę sobie obszernie się wypowiedzieć :)

Towarzysze! Trzeba siać, siać, siać! Propagujcie SinoForum:
Promocja SinoForum

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
8 lata 7 miesiąc temu #504 przez homikus
Jak rzekłem, tak niniejszym i robię :) Po kolei zatem.

Jeszcze w autobusie do Lhasy. W trakcie czytania zastanawiałem się, czy jechali nim rdzenni, ale potem wspomniałeś, że byli mnisi, więc zakładam że i nie-mnisi się znaleźli. Jakie było ich nastawienie w czasie tej długiej w przecież dość nużącej i dłużącej się podróży? W Chinach w pociągach nie mogłem się opędzić od ciągle zagadujących mnie pań i panów (po części pewnie z powodu mojej olśniewającej urody ;D, ale głównie zapewne z powodu białej skóry i chińskiego, który ode mnie w końcu gdzieś tam musieli dosłyszeć), którzy byli bardzo gadatliwi, ciekawi i najchętniej tylko by gadali. A także śmiali się ze mnie, przechodząc naturalnie na swój dialekt, którego ja ni w ząb nie rozumiałem, coś tam tylko wnioskowałem. Jak było tam? Okazywali zainteresowanie? Próbowali jakoś zagadywać, przynajmniej na migi, no po prostu czy próbowali nawiązać jakąś nić komunikacji (poza kulinariami, naturalnie)?

Grupy bezdomnych dzieci, wyraznie zyjace bez rodzicow, zebrzace i kradnace, bardzo brutalnie traktowane przez miejscowych.

Przez Tybetańczyków, czy Hanów? Czy tych i tych? No i właśnie, jak wyglądał wtedy stosunek rdzennych do Hanów? To znaczy, tak na oko, jak to wyglądało na ulicy? Czy Chińczycy odważnie kroczyli sobie ulicami, czy chowali się po kątach? A wojsko chińskie, czy było widoczne?

Wyraz twarzy wchodzacych tam wieczorem turystow kiedy w powietrzu oprocz masla z jaka unosily sie nutki oregano byl bezcenny.

I tu nasuwa mi się pytanie, jak wielu było tych turystów? Czy na ulicach byli raczej rzadkością, czy jednak przewijali się co jakiś czas i można było bez problemu kogoś białego spotkać? No i jak się zachowywali, czy czuli się (w tym i Wy) w miarę pewnie, czy raczej w ciągłej obawie, że coś nieprzewidzianego może się jednak stać?

I rano mozna sobie bylo jesc sniadanie siedzac na sloneczku w krotkich spodenkach i podkoszulku kiedy o metr dalej w cieniu bryly lodu nawet topic sie nie zaczynaly.

To jest niesamowite... A wiatr? Czy może z racji dolinnego położenia miasta raczej go nie było?

Wszedzie obecni.
Na drogach, na ulicach, dookola swiatyn, w klasztorach, po prostu wszedzie.
W drodze do celu pielgrzymki, na miejscu, w drodze do nastepnego lub do domu.
Setki, tysiace.

No właśnie, a jaki, że tak powiem, "status" ma taki pielgrzym? Czy inni chętnie im pomagają, no sam nie wiem, może goszczą, poją, karmią, cokolwiek? Czy raczej są oni zjawiskiem tak powszechnym, że nie zwraca się na nich niemal uwagi?

Cały czas chyba najbardziej fascynuje i ciekawi mnie stosunek Hanowie-Tybetańczycy, tzn. nie mam na myśli ilościowego, ale po prostu ich relacje. Mówiłeś już, że, co naturalne, nienawiść była często jawna, ale przecież musieli mieć jakąś ochronę. I co z tym wojskiem, co z jakąś policją? Właśnie, jak wyglądała kwestia jakichś służ porządkowych?

Co z młodzieżą, powiedzmy w wieku orientacyjnie 16-22? Czy było ich dużo, jak spędzali czas, jakie było ich nastawienie? Jakie rozrywki sobie wybierali i jakie mieli do wyboru? Co z nieskrępowanymi związkami, nazwijmy  to "chodzeniem ze sobą" itp.?

I sakramentalne pytanie: jak Twoim zdaniem wyglądali Tybetańczycy? Czy zdawali Ci się nieszczęśliwi i uciśnieni, czy raczej zadowoleni i żyjący jakimś tam swoim życiem?

I drugie sakramentalne, albo sakramentalniejsze nawet: masz jakieś zdjęcia? ;D

Dziękuję Ci za tak obszerną relację, szczególnie że o dzisiejszym Tybecie znacznie łatwiej się czegoś dowiedzieć, a Twoja opowieść sięga jednak kilkunastu lat wstecz, więc to dla mnie pewna nowość i czyni ją to tym bardziej ciekawą. Naprawdę fajnie się czytało, szczególnie że niektóre momenty przypominały mi kilka moich dziwnych włóczęg po zakuprzach środkowych Chin, co może nie jest tym samym, ale jakieś tam skojarzenia mi się nasuwały. :) Dzięki!

Towarzysze! Trzeba siać, siać, siać! Propagujcie SinoForum:
Promocja SinoForum

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Czas generowania strony: 1.136 s.
Zasilane przez Forum Kunena
FaLang translation system by Faboba