Tibet Trip

Więcej
8 lata 9 miesiąc temu #405 przez homikus
Czy ktoś z Forumowiczów był kiedykolwiek w Tybecie? Wiem, że nie jest to taka prosta i bezproblemowa sprawa, jednak nie jest to niemożliwe i wycieczkę do Tybetu można sobie tak czy inaczej zorganizować. Ba! Już nawet jeździ pociąg do Lhasy, czego nie omieszkałem nie zauważyć w Wuhanie, ponieważ przez Wuhan pociąg ów przejeżdża. Choć nie wiem dokładnie, jak to jest z wjazdem obcokrajowca.

Tak czy inaczej - czy ktoś był i podzieliłby się wrażeniami? Może jakieś zdjęcia, relacje? Niesamowicie mnie to ciekawi...

Towarzysze! Trzeba siać, siać, siać! Propagujcie SinoForum:
Promocja SinoForum

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
8 lata 9 miesiąc temu - 8 lata 9 miesiąc temu #438 przez szopen
Ja bylem.

Pod koniec 1992 roku Tybet otwrto dla indywidualnych turystow i razem z 2 kumplami (Rob i Pekka) stwierdzilismy, ze w wakacje zimowe pojedziemy do obozu bazowego pod Mt. Everest.
To bylo jeszcze w zmierzchlych czasach przed internetem i siedzac sobie w Shenyang mielismy dostep do bardzo ograniczonej ilosci informacji na temat "turystyki" w tej okolicy.
Z pobieznych kalkulacji wyszlo nam 9-10 dni bez dostepu do jakiegokolwiek zaopatrzenia i na to sie przygotowalismy liczac ilosc potrzebnych kalori i nabywajac odpowiednie prowiaty (pamietam, ze mielismy 60 snickersow, 80 marsow, 5kg platkow owsianych, 4 kilo sera zoltego, kielbasy, przyprawy itd) i sprzet (namioty, spiwory, sidla na zwierzyne, kusze, filtry do wody, latarki baterie....).
Bylismy po prostu "dobrze przygotowani".
Kiedy zaczely sie wakacje zimowe w styczniu 1993 wsiedlismy z calym tym majdanem do pociagu do Pekinu i ruszylismy w droge.
Wtedy oprocz mnie w Shenyang mieszkal jesze jeden Polak Tomek i on do Tybetu sie nie wybieral, mial zamiar chyba na Hainan sie udac ale razem z nami do Pekinu pojechal.

Do stolicy dotarlismy i zupa....
Zero biletow na pociag w naszym kierunku (czasy wtedy byly ciut inne i nabycie biletu na pociag do najlatwieszych rzeczy nie nalezalo). Dni cale spedzalismy kombinujac co i jak, po stacji kolejowej i roznych biurach sie szwendajac, wieczory i noce imprezujac na Beida gdzie sie zatrzymalismy.
Jak wiadomo w takiej sytuacji ciezko o dobry nastroj i w miare uplywu czasu jasne sie stalo, ze do Mt. Everest nie damy rady dotrzec.
Dopiero chyba 8 dnia udalo nam sie dostac bilety na pociag do Xining i to softsleepery na dodatek.
Orginalny plan diabli wzieli i zdecydowalismy sie zobaczyc Tybet.
W miedzyczasie Tomek zapoznal sie blizej z pewna studentka z Beidy i pod jej wplywem plany zmienil i oboje do naszej "wyprawy" dolaczyli.
Ciezki sprzet zostawilismy w Pekinie, prowiant wzielismy ze soba wsiedlismy do pociagu i w droge.
W oparach alkoholu i dymie z ciekawostek 45 godzin jazdy pociagiem do Xining minelo szybko.

W Xining spedzilismy noc. Wieczor spiac a od 2 rano stojac w kolejce po bilety na nastepny skok, ktore kiedy kase o 6 rano otwarto nabylismy bez problemu.
Kolo poludnia wsiedlismy do pociagu numer siedemset costam  Szok Szok Szok i pojechalismy dalej (dla niezorientowanych to pociagi o numerach od 1 do 100 sa wysokiej klasy pomiedzy waznymi miastami, od 100 do 400 pociagi posledniejsze, od 400 do 600 loklane obskurne, w pociagu o numerze 700 costam dal sie zauwazyc pewien brak niektorych okien co przy -20C na zewnatrz zapewnialo raczej swieza atmosfere podroznikom).
Krajobraz za oknem kiedy rano sie obudzilismy byl bardzo interesujacy.

Nic.

Zupelnie nic.

No dobra, zaorana ziemia pokryta sola.

Nic, nawet jednego listka trawy, plaski teren, gdzie sol z pod ziemi wyplukuja i po okolicy rozlewaja.
Zero zycia, bialo od soli.

Po 24 godzinach dotarlismy do ostatniej stacji kolejowej gdzie tory sie konczyly, urocz metropolia zwana Golmud. Chyba 3000mnpm, ciut sniegu, stacja kolejowa i cos w rodzaju wiaty za dworzec autobusowy robiacej.
Male okienko w kanciapie obok tej wiaty bylo zrodlem biletow na autobus do Lhasy.
Poniewaz w drodze miedzy Pekinem a Golmud nazbieralismy troche co ciekawszych elementow to nasza grupa urosla do 12 osob i kiedy okazalo sie, ze sa bilety dla wszystkich radosc byla powszechna.


cdn
(bo na zebranie sie musze udac)
Ostatnio zmieniany: 8 lata 9 miesiąc temu przez Yezhee.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
8 lata 9 miesiąc temu #440 przez homikus
Ach, akurat w najciekawszym momencie przerwałeś ;D Nie ma co, umiesz wywołać napięcie w czytelniku!

Nie mogę się doczekać dalszej części, właśnie dokładnie taką relację marzyło mi się przeczytać :)  Serdeczne dzięki i w rzeczonym napięciu czekam na dalszy ciąg!

Towarzysze! Trzeba siać, siać, siać! Propagujcie SinoForum:
Promocja SinoForum

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
8 lata 9 miesiąc temu #441 przez szopen
Zebranie nr 2 na dzisiaj skonczone, jeszcze 3 albo 4 zostaly.
Jak bede mial chwilke to dopisze.

Na dwa posta podzielilem, bo calego nie chcialo mi przyjac.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
8 lata 9 miesiąc temu #442 przez homikus

Na dwa posta podzielilem, bo calego nie chcialo mi przyjac.

Tak się domyśliłem, ale dzięki temu ustawiłem już znacznie wyższy limit znaków na post, więc nie powinno więcej nic marudzić na zbyt długie wiadomości.

Towarzysze! Trzeba siać, siać, siać! Propagujcie SinoForum:
Promocja SinoForum

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
8 lata 9 miesiąc temu #457 przez szopen
No i wsiedlismy do autobusu, towarzystwo dosc mieszane, moze 20 turystow, troche Chinczykow, troche Tybetanczykow, kilku mnichow.

Autobus ruszyl, zaraz za miastem checkpoint gdzie sprawdzono dokumenty podroznych, bez zadnych klopotow wszystki puszczono dalej. Pozniej okazalo sie, ze to byl ostatni autobus, ktory bez problemow puszczono, w Lhasie byly drobne zamieszki i nastepnego dnia Tybet dla indywidualnych turystow zamknieto.
Krajobraz za oknem sniegiem ladnie przysypany, droga na poczatku w miare prosta pozniej zaczely sie gory i doliny. Atmosfera w miare wesola wygladalo na to, ze nasze obawy byly bez podstaw.

Czego sie obawialismy?
AMS czyli Acute Mountain Sickness. Choroba gorska, zaczyna sie od gdzies 3000 mnpm i im wyzej tym gorzej, ograniczona ilosc tlenu w rzadkim gorskim powietrzu nie wystarcza nie przystosowanemu do tego organizmowi i jazda moze byc ostra, czytane przed wyjazdem statystyki podawaly srednia smiertelnosc podrozujacych do Tybetu w okolicach 1 na 200 (brzmi bardzo ryzykownie ale oczywiste jest, ze liczbe zawyzaja wspinajacy sie na gory bo taki K2 to ma rekord kolo 30%). Nie da sie przewidziec kto i kiedy zachoruje, do jakiego stopnia i nie ma na to lekarstwa, jedyna opcja to zejsc nizej. Po pewnym czasie organizm wytwarza wiecej czerwonych cialek krwi i sie do zycia na wysokosci przystosowuje (do lini okolo 6000 mnpm, powyzej jest strefa smierci gdzie przystosowac sie nie da).

Ale po pol dnia w Golmud i paru godzinach jazdy autobusem  wciaz w gore sie wspinajacym wszystko wygladalo pieknie.

Nie na dlugo.

Wyjechalismy kolo poludnia, gdzies o czwartej czy piatej zaczelo sie.
Od niewielkiego bolu glowy. Troche mdlosci, ogolnie nieprzyjemnie. Pekka byl pierwszy w puszczniu pawia na postoju, reszta towarzystwa dolaczyla po godzine na nastepnym.
Slonce zaszlo, zrobilo sie ciemno i raczej zimno (sporo ponizej -30C) autobus dalej w gore jechal.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Czas generowania strony: 0.183 s.
Zasilane przez Forum Kunena
FaLang translation system by Faboba