Nie sądzę, żeby ocalały u władzy przewodniczący Hua posunął się do szaleństw a la Mao - chyba nie ta osobowość, a na pewno nie ta legitymizacja. Władza jego byłaby oczywiście dużo mniejsza niż Mao i - w konsekwencji - polityka zapewne o wiele bardziej umiarkowana, co w tym wypadku oznaczałoby zasklepienie się systemu, bez żadnych przełomowych reform, ale też bez Wielkich Skoków itp.
Zapewne dalej rozwijano by przemysł ciężki ignorując potrzeby konsumenckie i tworząc coraz bardziej nieżyciową, przestarzałą strukturę gospodarczą. Mogłoby to doprowadzić w konsekwencji do:
a. załamania się systemu podobnie jak w Europie Środkowo-Wschodniej (przy czym model transformacji po wielkim krachu byłby zapewne postradziecki, może i gorzej, nie środkowoeuropejski).
b. postępującej petryfikacji w kierunku modelu północnokoreańskiego (który w wielkich i zróżnicowanych, m.in. etnicznie, Chinach mógłby okazać się nawet większą tragedią).
Jakoś nie starcza mi wyobraźni, żeby wyobrazić sobie pozytywny scenariusz hipotetycznego utrzymania się Hua u władzy...