Domyslam sie, ze typowo i stereotypowo podsumowal szanghajczykow... Normalne pustoslowie Pekinczyka, z kompleksem nizszosci wobec talentow i obrotnosci ludzi z poludnia i poczuciem wyzszosci z powodu bycia mieszkancem stolicy...
Zabawne, ze wlasnie zdanie, ktore zacytowales (ktore wyjasnia 君子周而不比,小人比而不周) mozna idealnie odniesc do mieszkancow polnocy, szczegolnie Pekinczykow, ktorzy sa czesto zepsuci do szpiku kosci i podchodza do innych przez pryzmat "czy ta znajomosc mi sie przyda", podlizuja sie tym z pozycja i na wyzszym stanowisku, buduja swoje kariery i bogactwo wlasnie na znajomosciach - najczescie cioci, wujku czy tatusiu w ministerstwie... Poludniowcy nie maja ukladow przez wiezy rodzinne, stad tez musza inaczej funkcjonowac.
Nie sa lepsi od tych z polnocy, ale na pewno nie gorsi.
Wladza i jej bliskosc deprawuja, i widac to wyraznie w Pekinie - niestety...
Co do rzadzenia, to sam napisales, ze:
cała reszta to mali ludzie, pospólstwo, które nie postrzega ważnych spraw, tylko goni za pieniądzem i nie nadaje się do rządzenia takim wielkim krajem
Stad moje nawiazanie do ilosci Pekinczykow w rzadzie.