Drodzy moi, pozwolę sobie odświeżyć wątek, a to zważywszy na pewne rewelacyjne wieści.
Otóż w weekend skontaktowała się ze mną Pani Beata (na razie nie podaję nazwiska, nie otrzymałem takiego pozwolenia). Otóż trafiła przypadkiem na nasze forum i na ten wątek, po czym niezwłocznie postanowiła się w tej sprawie odezwać. A konkretnie w sprawie pana Edwarda Stokalskiego (pierwszą rzeczą było sprostowanie jego imienia), który był jej, jeśli dobrze zapamiętałem, wujkiem.
Po pierwsze - nie mieszkał w Szczecinie, tylko w Warszawie. Po drugie - i najważniejsze dla nas tutaj - nie był wcale ostatnią osobą z Harbinu, która mogłaby dać świadectwo tamtych czasów! Wciąż żyje, choć jest już w wieku zaawansowanym, ale ma się dobrze, i mieszka w Warszawie ciocia Pani Beaty (chyba żona pana Edwarda? - nie jestem pewien), która ten kawał życia w Harbinie spędziła wspólnie z Edwardem Stokalskim.
I, moi drodzy, ciocia ta właśnie jest chyba ostatnim świadkiem tych czasów. Posiada ona całe mnóstwo zdjęć i najprzeróżniejszych innych materiałów, a co najważniejsze - całą masę wspomnień (także właśnie z okresu Rewolucji Kulturalnej!), o których mogłaby opowiedzieć.
Przeprowadziłem z Panią Beatą dość długą rozmowę telefoniczną, podczas której wyjaśniła mi kilka ogólnych rzeczy, ale przede wszystkim zaproponowała spotkanie z ciocią i jej dziećmi, zaoferowała pomoc, dostęp do zbioru fotografii i materiałów i tak dalej, i tak dalej. Uważa, że jej obowiązkiem jest umożliwienie przekazania wspomnień cioci tym zainteresowanym, którzy będą potrafili zrobić z nich odpowiedni użytek i nie pozwolić im zaginąć w mrokach niepamięci i przeszłości. Dlatego ucieszyła się, że znalazła grupę ludzi zajmujących się tym tematem.
Pani Beata również mieszka w Warszawie. Zostawiła mi swój numer telefonu i zaoferowała pomoc.
Ja osobiście jestem zachwycony, nie spodziewałem się tego. To jest jedyna i niepowtarzalna okazja! Dlatego chciałbym w najbliższych tygodniach skontaktować się z Panią Beatą, a następnie spotkać się z jej ciocią i przyjąć każdą tak uprzejmie oferowaną pomoc i to właśnie proponuję tutaj także Wam. Niewybaczalnym grzechem byłoby nie zrobić tego. Ale jest jeden ból... Jestem co prawda (prawie) sinologiem-historykiem, ale temat Harbinu i tamtejszej polonii nigdy nie leżał w obrębie moich zainteresowań, dlatego moja wiedza na tym polu jest, delikatnie mówiąc, szczątkowa. I boję się, że nie mam możliwości i sam nie byłbym w stanie w pełni skorzystać z tego niesamowitego dobrodziejstwa.
Czy ktoś z Was, kto zna się lepiej i wie więcej, jest zatem chętny do spotkania (albo kilku spotkań)? A nawet jeśli więcej nie wie i nie zna się lepiej, to każda głowa jest ważna.
Wykorzystajmy tę niesamowitą okazję!
---
PS: Wybaczcie, że co chwila pojawiają się w mojej wypowiedzi frazy typu "nie jestem pewien" czy "chyba", ale tak się fatalnie złożyło, że kiedy Pani Beata zadzwoniła, byłem akurat w jakimś głupim centrum handlowym, gdzie, jak wiadomo, szum, krzyki, muzyka i inne przeszkadzajki. Zanim się wytoczyłem, minęło trochę czasu, a w nim nie zawsze udawało mi się wszystko dosłyszeć czy zrozumieć. Ale najważniejszy jest kontakt.