Z tego co wiem Wróblewski był z Warszawy, więc kwestia jego narodowości jest bezsporna - napis na butelce też mnie wkurza.
Temat ma może i bogate opracowania, ale są one mimo wszystko mało zadowalające - żadne z nich nie cytuje źródeł chińskich (ani np. japońskich), opierają się raczej wyłącznie na relacjach samych mieszkańców i dokumentach polskich, w dużo mniejszym stopniu rosyjskich. Nie rysują one też szerszego kontekstu historycznego obecności polskiej (a super ciekawe byłoby np. przyjrzeć się stosunkom Polaków z Zhang Zuolinem - pewnie w archiwach wywiadu japońskiego sporo na ten temat można znaleźć)
Polacy byli na tyle znaczącą społecznością, że mieli z pewnością wpływ na stosunki polsko-chińskie, czy polsko-japońskie w okresie międzywojennym. Podejrzewam, że obecność sporej Polonii w Harbinie mogła mieć np. wpływ na uznanie Manzhouguo przez RP. Przeglądałem kiedyś w bibliotece numery "Listów Harbińskich" i kilku innych czasopism polskich, już z okresu inwazji japońskiej - według nich Polacy sformowali wówczas nawet własne oddziały milicji, które wzięły udział w walkach z Japończykami, a transportem sił obrony miasta na front zajmowała się m.in. największa w mieście, należąca do Polaka, firma taksówkowa (kilku Polaków zginęło wówczas od japońskich kul) - jak odebrało to Tokio, ważny przecież wówczas partner Polski?
Nie zbadano chyba też rozmaitych fenomenów kulturowych związanych z długotrwałą bytnością w Mandżurii. Generalnie Polacy chyba nie asymilowali się zbyt dobrze. W wielu wspomnieniach można spotkać bardzo zniekształcone (m.in. przez pośrednictwo transkrypcji rosyjskiej) albo wręcz przekręcone chińskie nazwy osobowe i miejscowe. Małą wiedzę Polaków o miejscowej kulturze widać też np. na naszywce kompanii harbińskich ochotników w Armii Andersa, na której miał się znaleźć chiński napis 'Bolan', a jest tylko mocno zniekształcone 'lan'.
Ostatnio widziałem też jakąś nową książkę o Polakach w Harbinie, napisaną, o dziwo!,po polsku przez Koreańczyka. Jak będę znowu w bibliotece podam więcej szczegółów.